piątek, 24 czerwca 2016

Rozdział 9: A gdybym zniknął...?

 W końcu wakacje! Po długiej nieobecności wracam na blog, w końcu mam tyle czasu na pisanie ile dusza zapragnie, więc o ile będzie wena, to będę wstawiać rozdziały regularnie!
U was też taki gorąc? Trzydzieści trzy stopnie w cieniu to chyba lekka przesada, na zakończeniu,  przed rozdaniem świadectw, oczywiście jak zawsze trzymali mnie przez ponad godzinę w ciasnej, dusznej sali, musiałam oddychać potem i oddechami setek ludzi. ;-;
Ostrzegam, że pisałam ten rozdział w długich odstępach czasowych, więc mogą wystąpić jakieś nieścisłości, za które z góry przepraszam.
Druga sprawa, Przepaść ma już łącznie w Wordzie 97 stron, następny rozdział przekroczy setkę, więc może chcielibyście jakiś bonus, albo konkurs z tej okazji?
Życzę miłych wakacji i zapraszam do czytania! :D

***

Codziennością wydawały mi się tak huczne imprezy w mojej zarąbistej willi. Chatę miałem bardziej wypasioną niż najbogatszy pałac świata, co się dziwić, że zawsze kiedy organizowałem balangę, zwalały tu takie tłumy?
Odetchnąłem głośno, z szerokim uśmiechem na ustach obserwując dobytek swojego życia. Tuż przed willą rozciągał się ogromny basen, obok niego stała fontanna czekolady, poza tym cały parking moich własnych, nowiutkich aut, a to wszystko zwieńczone ogromnym, pięknym ogrodem. Do tego sławne osobistości, które podziwiałem, jak również moi przyjaciele, byli tutaj i bawili się świetnie. No żyć nie umierać.
Freddy, jedną ręką obejmując Foxy’ego, a w drugiej trzymając lampkę bardzo drogiego szampana, zbliżył się do mnie. Od kiedy on chodzi w hawajskich koszulach?
– Yo, Bonniesław! – przywitał się, unosząc naczynie z trunkiem. – Słuchaj, ten twój prywatny burdel to kompletny odjazd! Ale nigdzie nie mogliśmy znaleźć z rudym jakichś futerkowych kajdanek w cętki, mógłbyś to załatwić? – Spojrzał na mnie jak zbite szczenię.
– Pewnie, dla kumpla wszystko! Zaraz je dostaniecie! – zapewniłem, nie mając zamiaru psuć im imprezy brakiem pieprzonych kajdanek. Takie seks-zabaweczki to przecież podstawa, plamą na honorze wydawał mi się sam fakt, że musieli przyjść i o nie prosić!
– Dzięki Bonnie, na ciebie to jednak można liczyć! – Fazbear uśmiechnął się i odszedł, zostawiając ze mną pirata.
Zauważyłem, że mimo luźnego ubioru, rudy wciąż miał założony na dłoni swój hak. Widać podchwycił moje spojrzenie, bo uniósł go na wysokość oczu.
– Aligator w twoim basenie odgryzł mi rękę. – Jakby chcąc potwierdzić swoje słowa, zdjął piracki atrybut. Pod nim faktycznie nie miał dłoni. Wzdrygnąłem się lekko na ten widok, ale zanim zacząłem przepraszać za niesubordynację swojego zwierzaka, rudy znów się odezwał. – Spoko, jest w porządku, mogę zamiast haka przyczepić sobie wibrator, Freddy to kocha! Nie mam pretensji! – Poklepał mnie po ramieniu, śmiejąc się głośno.
– To dobrze, stary. – Odetchnąłem z ulgą.
– Ej, widzisz tego palanta? – Wskazał palcem jakiegoś przystojnego, umięśnionego Latynosa, który aktualnie tańczył na dachu jednego z moich zajebistych wozów. – Mówił, że się w tobie kocha i zapraszał cię na seks! – Foxy spojrzał na mnie i poruszył wymownie brwiami.
– Eee… to miło. Wiesz co, jakiś się zmęczony nagle zrobiłem, ta impreza trwa już ponad tydzień, chyba pójdę się przespać – wykręciłem się i dyskretnie wycofałem do wnętrza mojej chaty.
Rudy jęknął z zawodem, drąc się, że zabawa nigdy się nie kończy, sen jest dla słabych, a on pragnie dosiąść strusia, ja byłem już jednak daleko i nie zwracałem na niego uwagi. Przechadzałem się wolno długimi korytarzami. Całe wnętrze było utrzymane w klimatach pizzerii Freddy’ego, takie same kafelki na ścianach, rysunki dzieciaków, lampy pod sufitem… no kropka w kropkę jak tamten lokal!
Po krótkiej wędrówce dotarłem do znajomych mi drzwi. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka.
Pomieszczenie nie było tak wypasione, jak mogłoby się wydawać. Przypominało sypialnię w wynajmowanym przeze mnie i Springa mieszkanku, tyle że w tej wersji była ona nieco większa, a zamiast dwóch łóżek pod ścianami, po środku stało jedno, dwuosobowe.
Skoro już o blondynie mowa, też tutaj był. Jak zwykle leżał i czytał; nawet nie podniósł na mnie wzroku, ale zdawał się być świadomy mojej obecności. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy usiadłem obok niego.
– No wreszcie. Ile można na ciebie czekać, idioto? Czytam tę książkę już czwarty raz, a ty dopiero raczyłeś się zjawić! – Zamknął lekturę i spojrzał na mnie z wyrzutem, marszcząc przy tym brwi.
– Sorry, Złotko, byłem zajęty. Sam rozumiesz, trudno ogarnąć tak wielki tłum! – przeprosiłem najsłodszym tonem, na jaki było mnie stać. Wszedłem na pościel i próbując go udobruchać zacząłem obcałowywać jego odsłoniętą szyję. – Nie gniewaj się.
– Ech… nic tylko imprezy, a o mnie to już całkiem zapomniałeś – zamarudził, pozwalając mi jednak na te pieszczoty.
– No wiesz co, jak możesz tak mówić? W życiu bym nie zapomniał! Po prostu byłem zajęty! – Zsunąłem dłoń na jego udo i wolno przeniosłem ją na krocze.
– Wolałbym, żebyś zajmował się mną, a nie zabawą, wiesz, Bonnie?... Bonnie?... Bonnie!

środa, 8 czerwca 2016

Info

Krótkie info, jest okres przed wystawianiem ocen, mam mały kłopot z wyjściem cało z matmy i dużo roboty przez to. x'D
Posty na razie się nie pojawią, wstępnie mam w planach by możliwie jak najwięcej napisać aż do wakacji i potem przez te dwa miesiące wolnego wstawiać rozdziały W MIARĘ regularnie. Mam nadzieję, że ten plan się uda, jeżeli nie zatrzyma mnie poprawka, to prawdopodobnie co tydzień powinno się coś pojawić.
Druga sprawa... skoro aż do wakacji nic się nie pojawi, to zamiast posta podrzucam wam mały art Bonnie x Spring (oczywiście zludziałe wersje z moich opek), żebyście zobaczyli jak ja ich widzę. xD To tak w ramach tego, że nie pojawiło się nic przez tyle czasu. (Moje 'umiejętności' nie powalają, więc proszę o wyrozumiałość xux).


niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 2: Woźny

 Witam wszystkich. :) Tak, jest 5:30 rano, a ja zamiast spać przed ostatnim dniem wolnego, to piszę. QwQ
Coś mnie wzięło na Drogiego Nauczyciela... Przepaść ciągle w produkcji, mam połowę i chwilowo dostałam małego zastoju, bo nie do końca wiem jak rozegrać jedną scenę, więc póki się z tym nie uporam, będą wstawiane miniaturki i to. x-x
Rozdział jest kompletnym spontanem, mam nadzieję, że nie ma tragedii i da się to przeczytać x'D
Ostatnia sprawa, koteł złapał Pana Jaszczurka, zwinkę dorosłą, uratowałam go z kocich ząbków bardzo heroicznie i wypuściłam na wolność. Pan Jaszczurek będzie miał duże blizny na głowie, uszkodzone oko i przez pewien czas brak ogona, ale będzie żył! Więc wszyscy razem kibicujmy mu w walce o przetrwanie, bo był naprawdę piękny i gruby!
Życzę miłego czytania. :)

***

Springtrap był pewny, że złodziejskie dupki nie chodzą do placówek typu szkoła. Co więcej, na sto procent złodziejskie dupki nie przechodziły procesu pączkowania!
Jakim więc cudem ostatnią ławkę w jego gabinecie zajmowała ta złotowłosa menda, która ostatnio zakosiła mu cappuccino tuż sprzed nosa? Mało tego! Arogancki szczeniak postanowił się rozmnożyć, bo tuż obok niego siedział praktycznie identyczny osobnik, z tą różnicą, że miał na sobie koszulkę w innym kolorze.
Blondyn pomasował palcami skroń i otworzył dziennik. Niby dyrektor coś mu wspominał, że doszła do nich dwójka nowych uczniów, ale skąd mógł wiedzieć, że to klony, z których jeden zdążył go już nieformalnie okraść?
Wyczytując listę obecności, co chwilę podnosił wzrok na duet, który dzisiaj mu doszedł do klasy wychowanków. Żaden z nich nie wyglądał na szczególnie zainteresowanego tym, co działo się wokół.
– Golden Freddy – wyczytał jedno z dopisanych na samym końcu, nowych imion.
– Jestem – odezwał się blondyn w czarnej koszulce.
– I Fredbear. – Tym imieniem zakończył sprawdzanie listy i zamknął dziennik.  Mimo oczekiwań, chłopak nic nie odpowiedział, uniósł tylko apatycznie rękę na znak, że to on i pomimo milczenia, uczestniczy w lekcji. – Widzę, że pana Fredbeara bardziej fascynuje to, co widzi za oknem, niż odpowiadanie, jak się do niego mówi – stwierdził fizyk, wstając z fotela i powoli zbliżając się do miejsca, gdzie siedział chłopak. Zatrzymał się tuż przed jego ławką.
Dopiero wtedy uczeń podniósł wzrok i zmierzył nauczyciela trochę nieobecnym spojrzeniem.
– Mówiłem, że jestem – stwierdził wzruszając lekko ramionami.
– Kultura jednak wymaga, żeby odpowiedzieć NA GŁOS, a nie machać do mnie ręką. Nie jestem twoim kolegą, byś mógł zachowywać się w stosunku do mnie jak do równemu sobie, jasne? – Krótki wykład zakończył szerokim uśmiechem i mentalną obietnicą, że zmieni życie tego smarka w piekło. – No dobrze, przejdźmy już do lekcji. Może na początek poproszę, żeby któryś z was napisał nam wzór na przyspieszenie, tak dla przypomnienia, bo będzie nam potrzebny przy dzisiejszym temacie. Fredbear? Może ty? – Springtrap wrócił do biurka, usiadł w swoim wygodnym, wysłużonym już fotelu i gestem zachęcił blondyna by podszedł do tablicy i wykonał polecenie.
Uczeń trochę niepewnie podniósł się z miejsca, wciąż posyłając bratu błagające o pomoc spojrzenia. Stanął przed tą nieszczęsną tablicą z kredą w dłoni i zamarł w bezruchu. Minęła minuta. Potem pięć. W końcu Spring, poważnie zniecierpliwiony, wyjął nos z papierów, które aktualnie przeglądał i zerknął na Fredbeara.
– No? Dlaczego nic nie ma na tablicy? Powiedziałem chyba wyraźnie, co masz zrobić. – Zmarszczył brwi i wstał. – Z czym masz problem? Kredę trzymać umiesz, więc napisanie nią tego wzoru nie powinno być problemem. – Stanął tuż obok złotowłosego.
– Bo… my chyba jeszcze tego w starej szkole nie mieliśmy – stwierdził uczeń, odkładając kredę na małą półeczkę tuż pod tablicą.
Springtrap uniósł brwi. Mimo, że na twarzach niektórych uczniów pojawiło się nagłe rozbawienie, żaden nie odważył się na głos zaśmiać.
– Mój drogi… powiedz mi, ile ty masz lat? – zapytał nauczyciel, siląc się na spokój.
– No osiemnaście… – wydukał, trochę zbity z tropu, Fred.
– Świetnie, więc potraktuję cię jak dorosłego i zadam ci kilka inteligentnych pytań. Do której klasy teraz chodzisz?
– Em… do drugiej?
– Doskonale, widzę, że główka pracuje – pokiwał głową z uznaniem, nie kryjąc sarkazmu. – Do drugiej klasy jakiej szkoły?
– Średniej? – Uczeń nie odważył się odpyskować za tą drwinę, ale odpowiadał coraz mniej przyjemnym tonem.
– Brawo. To teraz mi jeszcze przypomnij, kiedy po raz pierwszy w szkole miałeś styczność z fizyką?

niedziela, 1 maja 2016

(Miniaturka AC) Dzień 2 cz.3 - Ratunek

 Witam. :)
Pewnie sporo osób oczekiwało na "Przepaść" albo "Drogiego Nauczyciela", ale szczerze mówiąc w ostatnim czasie miałam naprawdę mało czasu na pisanie, głownie przez szkołę (zaczął się ten okres, kiedy zagrożenia naprawdę zaczęły mi zagrażać), mam pozaczynane nowe rozdziały obu opowiadań, ale ani jednego, ani drugiego nie byłam w stanie skończyć. Nie chcę już chyba drugi tydzień zostawiać bloga bez niczego, a przypomniało mi się, że ja przecież jeszcze miniaturki z AC mam! Dlatego właśnie podrzucam wam dzisiaj kolejną część przygód Altaïra i Malika, mam nadzieję, że przyjemnie będzie się ją czytało. :)

***

Było już ciemno, a Malik nadal nie wracał. W głowie Altaïra zaczęły rodzić się chore wizje zarządcy, który postanowił pocieszyć się w ramionach innego mężczyzny i to właśnie te obrazy byłego asasyna posuwanego przez jakiś plebs, skłoniły go w końcu do wyjścia z biura i poszukania kochanka na własną rękę… choć pewnie byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby mógł użyć do tego obu.
Przetrząsnął całe miasto, zajrzał w miejsca, w które normalnie brzydziłby się zaglądać, ale poza kilkoma patrolami straży, jakimiś bezdomnymi śpiącymi w ciemnych zaułkach i pewną wyjątkowo głośną parą, którą słyszał z drugiego końca rynku, nie spotkał ani Malika, ani nikogo, kto mógłby wiedzieć, gdzie on jest.
Zaczął się poważnie niepokoić. To nie było w stylu zarządcy, żeby znikać na tak długo. No do kurwy nędzy, Altaïr może i był zdegradowany do niższego stopnia, ale wciąż miał umiejętności Mistrza, powinien być w stanie odnaleźć go w przeciągu kilku minut!
Na dachach rozstawiono niebezpiecznie dużą liczbę kuszników. Mężczyzna nie miał czasu przekradać się między nimi i pojedynczo wybijać, więc zeskoczył na ziemię i zaczął rozglądać się po ulicach.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział 1: Pierwszy dzień i powtórka z biologii

Hej wszystkim! :) Tak jak chcieliście w ankiecie, zaczynamy nowe opowiadanie, "Drogi Nauczycielu" (zachęcam żeby kliknąć sobie na spis opowiadań i doczytać tam kilka szczegółów, które o tym opku zapisałam). Nie mam jeszcze na to konkretnego pomysłu, seria będzie raczej luźna, postawię też na ilość rozdziałów, nie ich długość, więc nie spodziewajcie się tasiemców jak w wypadku Przepaści, przy której czasem rozpisuję się na kilkanaście stron. xux
Seria nie będzie miała pary przewodniej, w każdym epizodzie będą losowo wybrane pary (ale to nie znaczy, że całość nie będzie miała fabuły!). Poza tym przewiduję w przyszłości kilka brutalniejszych scen sado-maso, więc jeżeli ktoś nie przepada za takimi rzeczami, radzę wtedy pomijać takie rozdziały (postaram się przed każdym napisać, że w danej części będzie jakiś brutalniejszy fragment).
To chyba wszystko co chciałam powiedzieć, nie nastawiajcie się na nie wiadomo jak dopracowaną serię, bo - tak jak pisałam - jeszcze nie opracowałam planu na całość. x'D Miłego czytania!

***

To był niezwykle emocjonujący dzień. Spring czuł się, jakby zawodowy bokser przywalił mu z całej siły w żołądek. A przecież to jego młodszy brat, Plushtrap, powinien być teraz zestresowany. Za niecałą godzinę miał zacząć się jego pierwszy dzień w nowej szkole.
– Wszystko wziąłeś? Śniadanie zjedzone, ząbki umyte? – dopytywał, samemu latając chaotycznie po mieszkaniu i sprawdzając, czy niczego nie zapomniał.
– Tak, mamo. – Dzieciak wywrócił teatralnie oczami, w spokoju oglądając jakiś serial w tv. – Czemu tak się denerwujesz? Przecież nie pierwszy raz zmieniam szkołę. – Plush starał się jakoś uspokoić brata, niestety ten nie wyglądał na chętnego do przysłowiowego "wrzucenia na luz".
– Ale pierwszy raz idziesz do szkoły, w której uczy ktoś z twojej rodziny! Na takich dzieciaki inaczej patrzą! A ja przecież jestem za ciebie odpowiedzialny! Jak coś ci się stanie, to będzie moja wina! – Blondyn chwycił klucze od auta, nałożył kurtkę, przez ramię przerzucił skórzaną torbę i poszedł do salonu. Zabrał młodemu pilot i wyłączył telewizję. – Wychodzimy – oznajmił.
– Już? Jest jeszcze wcześnie! – zaprotestował chłopak.
– Wydaje ci się. Zanim dojedziemy na miejsce, minie sporo czasu, a ty jeszcze musisz mieć chwilę, żeby znaleźć swoją klasę. Bo zakładam, że nie pozwolisz mi się odprowadzić?  – Springtrap stanął nad nim i uniósł pytająco brwi.
– W życiu, mam szesnaście lat, wiesz jaka to by była siara?! – Dzieciak prychnął, zirytowany faktem, że mężczyzna w ogóle śmiał zadać takie pytanie.
– No właśnie. Dlatego nie marudź, ubieraj buty i jedziemy – zarządził blondyn, poganiając młodszego.
Nie minęło dziesięć minut, a już siedzieli w samochodzie; Spring odpalił silnik i wyjechali sprzed bloku. Na miejsce dotarli po niespełna kwadransie.
Gdy tylko srebrny golf zaparkował pod budynkiem, Plush odpiął pas z zamiarem szybkiego wyskoczenia z auta i pognania do szkoły, nim ktokolwiek zauważy, że odwiózł go „ten dziad od fizyki”. Gdyby ludzie zaczęli go z nim kojarzyć, to serio miałby przesrane.
Niestety powstrzymała go ręka brata, która spoczęła na jego ramieniu i stanowczo zatrzymała w miejscu.
– Co jest? Zanim zapytasz: tak, mam wszystko, tak, wiem której klasy szukać i nie, nie jestem zestresowany – wywrócił oczami, szykując się na salwę tego typu pytań. Od wczoraj blondyn go nimi zadręczał.
– Bardzo śmieszne. Nie o to mi chodzi. Gdyby coś się działo, ktoś ci dokuczał, albo robił krzywdę, od razu do mnie przyjdź, dobrze? – Spring usiłował brzmieć spokojnie, choć w środku coś skręcało mu się na samą myśl o tym, że jego braciszek będzie skazany na towarzystwo tej dzikiej i bezwzględnej hołoty, którą fizyk na co dzień uczył… a raczej się starał, bo większość była podejrzanie mocno odporna na wszelkiego rodzaju, nową wiedzę. – Nie staraj się samemu sobie z tym radzić i zatajać przede mną jakichkolwiek problemów.
– Jasne, braciszku. Zresztą, nawet gdybym próbował, to pewnie i tak nie dałbym rady czegokolwiek przed tobą ukryć. Ty mordujesz wzrokiem pół osiedla, jak widzisz małego siniaka na mojej ręce, gdyby w szkole ktoś mi coś zrobił, od razu byś to wyczuł! – zaśmiał się młody, chcąc nieco rozluźnić atmosferę. – Wiem, że się martwisz, ale uwierz mi w końcu, że nie mam już pięciu lat i dam sobie radę sam, okej?
– No wiem, wiem… – Mężczyzna westchnął ciężko. – Powodzenia, młody. – Poprawił mu rozczochraną grzywkę, a gdy tylko go puścił, chłopak od razu wyskoczył z samochodu.
Fizyk uśmiechnął się z rozbawieniem, widząc jak jego młodszy brat rozgląda się czujnie, zapewne sprawdzając, czy nikt nie widział go w towarzystwie jednego z najostrzejszych nauczycieli w całej szkole.
Odczekał jeszcze pięć minut, które poświęcił na ułożenie fryzury, po czym wysiadł z auta, zamknął je i ruszył w kierunku wejścia do budynku.


Połowa dzieciarni była tak wyrośnięta, że niemal każdy przewyższał go przynajmniej o pół głowy, a mimo to szedł pewnie przed siebie, bez najmniejszych obaw, że ktoś go popchnie, albo wpadnie na niego z tarana. Miał na tyle złą opinię, że wszyscy, nawet ci, których nie uczył, omijali go szerokim łukiem.
Wszedł do pokoju nauczycielskiego, przywitał się ze spotkanymi tam Schmidtem, Puppetem i Mangle, odłożył torbę na blat stołu i od razu zaczął parzyć sobie kawę. W międzyczasie szybko poszukał dziennika klasy, z którą zaraz miał mieć lekcje.
– Ej, Springi, twój brat dzisiaj zaczął tutaj chodzić, nie? Stresował się? – zapytał Mike, podchodząc od tyłu do blondyna, który ostrożnie zalewał kubek wrzącą wodą.
– On? W życiu. Wyglądał na znudzonego, a nie zmartwionego. – Mężczyzna wzruszył ramionami i zaczął mieszać kawę łyżeczką. – Wydaje mi się, że ta zmiana szkoły zrobiła większe wrażenie na mnie, niż na nim.
– Uroczo, że tak się o niego martwisz – wtrącił Mangle, stojąc oparty o ścianę i pijąc herbatę.
– A ty byś się nie martwił? Jak te gówniarze wyczają, że ma u mnie wtyki, mogą zacząć mu grozić, żeby podkradał z domu sprawdziany, czy coś w tym guście. A bo to tylko do takich akcji się dzisiejsza młodzież posuwa? – powiedział blondyn, czekając cierpliwie aż napój nieco mu ostygnie. W końcu odważył się wziąć pierwszy łyk.
– W sumie racja… Ale nie masz co się dziwić. Chyba połowa szkoły ma u ciebie zagrożenie, złociutki – zaśmiał się Puppet, na moment ściągając z uszu słuchawki.
– Jak się lenie nie chcą uczyć, to czemu mam ich przepuszczać?


sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 8: Ja też będę kłamał

Witam wszystkich. :) Rozdział trochę spóźniony, miał być wcześniej, ale wciąż coś utrudniało mi jego publikację; a to neta nie było, a to lapek go usunął i musiałam zaczynać od nowa, dodatkowo mam okres latania po lekarzach, więc też jest stosunkowo mało czasu na pisanie. x-x
Szczerze mówiąc, początkowo rozdział wyglądał zupełnie inaczej. Pierwsza wersja zawierała to, co w większości pojawi się w rozdziale dziewiątym, było więcej wydarzeń, ale stwierdziłam, że w sumie mam dość sporo wątków do pociągnięcia i mogę wstawić coś nudniejszego, co skupi się tylko na Bonniem i Springu. Tym razem nie ma żadnych odskoczni i poza jedną krótką sceną nie pojawiają się żadne inne postacie poza dwójką głównych bohaterów tego opka. Czemu? Chcę głębiej rozwijać ich relacje, nawet kosztem nudnego rozdziałka. x'D 
P.S. - Pod koniec dwa entery tradycyjnie oznaczają drobny przeskok czasowy, gdyby ktoś nie ogarnął czemu Bonnie i Spring z kibla teleportowali się do łóżka... xD
Cóż, mam nadzieję, że za bardzo się nie zanudzicie, zapraszam do czytania!

***

Czy można popełnić samobójstwo z użyciem poduszki? Próbowałem, niestety wola przetrwania okazała się silniejsza ode mnie.
Mam wiele określeń, które oddałyby jak się czułem w obecnej sytuacji, ale jedno wyjątkowo uparcie wysuwało się na przód. O JA PIERDOLĘ.
Jakby kilka miesięcy temu ktoś mi powiedział, że przyjdzie dzień w którym obudzę się nagi, obok śpiącej w adamowym stroju, blondwłosej mendy, wyżej zwanej Springiem, popukałbym się w czółko i grzecznie odprowadził taką osobę do miejsca, gdzie drzwi klamek nie posiadają.
Poprzedni wieczór jak na złość wyjątkowo dobrze zapadł mi w pamięć. A podobno szok pourazowy powinien oszczędzić mi bólu i wymazać z mojego umysłu tamte wydarzenia! Wolałbym snuć teorie w stylu, że ta sucz mnie naćpała i wykorzystała, niż mieć świadomość, że raz – nie przeszkadzały mi jego zaloty, dwa – odpowiedziałem na nie dzikim seksem.
Bonnie, jełopie, co to miało być?! Za mało ruchałeś w tym miechu, że się na ten blond ochłap rzuciłeś i szarpałeś jak Reksio szynkę?!
Ponad pół godziny tak leżałem i kląłem, a Złotko spało jak zabite. W sumie nie dziwne, trochę go wczoraj wymęczyłem.
Zerknąłem kątem oka na jego twarz. Kto by pomyślał, że mały pomiot szatana może wyglądać tak niewinnie, kiedy śpi.
Wyciągnąłem rękę chcąc mu odgarnąć jeden z niesfornych kosmyków, który odłączył się od reszty starannie ułożonej fryzury (co prawda po naszych harcach nie prezentowała się ona zbyt pedantycznie), ale szybko ją cofnąłem. To podstęp! Na pewno jak zbliżę do niego paluchy, to mi je odgryzie!
Chociaż w sumie… bardziej prawdopodobne jest, że jak już wstanie, to postanowi zacisnąć swoje piękne ząbki na czymś większym od palców. Trudno powiedzieć czy będzie wściekły, czy zacznie koło mnie latać jak wcześniej wokół Fredbeara. Z dwojga złego wolałem to drugie.
Powoli wstałem. Następnym razem trzeba będzie znaleźć coś obszerniejszego niż to pieprzone łóżko, bo było na nim tak cholernie ciasno, że…
Zatrzymałem się w połowie drogi do łazienki.
Jakim, kurwa, następnym razem? Jakim?! Nie będzie następnego razu, deklu, bo ci Spring jaja odgryzie jak wstanie!
Wzdrygnąłem się z zimna, gdy otworzyłem drzwi sypialni. Byłem nagi, a w salonie, jak na złość, zapomniałem zamknąć okno. No nie powiem, mały przewiew czułem tu i tam.
Jakoś dowlokłem się do prysznica. Gorąca woda była jak wybawienie; pozwoliła mi odetchnąć i rozluźnić się na dobry początek niedzieli.
Korzystając z okazji, że Spring wciąż spał i kumulował Energię Zła, by potem zrobić mi jakąś poważną krzywdę, zaraz po prysznicu wróciłem do sypialni po luźne dresy i w nich poszedłem zrobić jakieś śniadanko. Miałem czas to mogłem skusić się na coś ambitniejszego niż płatki, czy tosty, do których musiałem ograniczać się przez większą część tygodnia, no bo, kurde, nie wstanę trzy godziny przed pracą tylko po to, żeby pobawić się w małego szefa kuchni.
Na blacie stołu dostrzegłem wizytówkę od Puppeta. Tyle czasu szukałem jakiegoś dobrego, taniego lokum i jak na złość akurat kiedy znalazłem, Spring nagle stwierdza, że w sumie to mu nie przeszkadzam i fajnie by było jakbym został. Mógłby się niuniek zdecydować, a nie mi teraz w głowie mieszać i na sumienie wbijać.
Niby to ja wyjechałem z pomysłem wyprowadzki, ale po tym co między nami zaszło, nie byłem pewien, czy to na pewno dobre rozwiązanie. Moje podejście: „Spring pedał, nie latać po chałupie w ręczniku bo zgwałci!” ewoluowało w: „Dobra ta szynka”.
Ja pierdolę, moja głowa to chora kraina mięs.

sobota, 19 marca 2016

(Miniaturka AC) Dzień 2 cz.2 - Milczenie

Powoli zaczynam wracać do życia, mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie będę już miała takich zawiech (chyba, że szkoła mnie zje) i przynajmniej raz w tygodniu uda mi się coś wstawić. xux
To tyle z mojej strony, życzę miłego czytania! :D

***

Od dwóch godzin panowała między nimi kompletna cisza. Malik zerknął zaniepokojony na swojego kochanka.
– Altaïr? Co ci jest? – Al-Sayf uniósł brew, zdziwiony, że nowicjusz milczy jak chyba jeszcze nigdy. Z ich dwójki zawsze mówił najwięcej, a teraz? Nawet nie odpowiedział na to głupie pytanie, tylko wzruszył ramionami. Zarządca westchnął ciężko i wstał od biurka, powolnym krokiem zbliżając się do asasyna. – Powiesz coś? – Ibn-La’Ahad pokręcił przecząco głową. – A może napiszesz…? Naprawdę nie wiem, o co ci chodzi.
Nowicjusz chwilę się wahał, ale w końcu przytaknął niepewnie. Malik wręczył mu kartkę i pióro, by mężczyzna mógł wyjaśnić co jest powodem tego focha. A sądził, że jego partner już bardziej dziecinny być nie może.
Nowicjusz dłuższą chwilę siedział i zawzięcie skrobał zawiłe symbole na skrawku pergaminu, by w końcu z wielką dumą podetknąć go pod nos rafiqa.