Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drogi Nauczycielu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drogi Nauczycielu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2017

Rozdział 6: Niewolnik

 Na początek: minuta ciszy dla poległego tabletu graficznego. Walczył dzielnie, służył lojalnie, odszedł z godnością. Q____Q *Wciąż ubolewa nad stratą*.
No, w końcu się wzięłam i w końcu mniej więcej w klimaty Drogiego wróciłam, także... jak ktoś na to czekał, to łapać nowy rozdział, trochu się nad nim nasiedziałam, bo kompletnie nie mogłam rytmu złapać. x-x Raczej średnio mi to wyszło, bo przynudzające rozkminy bohaterów i te sprawy... no i nadal obstawiam na ilość, nie długość rozdziałów, dlatego akcja tak się wlecze. X"D
Miłego czytania życzę! :)

***

– Czego konkretnie miałeś nie robić? – Dyrektor oparł łokcie na blacie biurka i zerknął ostro na siedzącego tuż przed nim, Bonnie’ego.
– Nie wdawać się w bójki, zwłaszcza z Foxym, nie denerwować nauczycieli, nie uciekać z lekcji i starać się omijać dyrektorski dywanik szerokim łukiem – wyrecytował znudzonym głosem, wywracając przy tym  oczami.
– A ty co zrobiłeś? – Fazbear odchrząknął wymownie, w odpowiedzi na ten mało kulturalny gest.
– Wdałem się w bójkę, zdenerwowałem pana Springtrapa, uciekłem z jego lekcji i ostatecznie wylądowałem tutaj… – Uczeń westchnął ciężko i spróbował oprzeć się wygodniej o drewniany zagłówek krzesła.
Mebel jak średniowieczne narzędzie tortur, minęło pięć minut, a jego tyłek czuł się, jakby ktoś namiętnie wsadzał mu przez ostatnią godzinę wyjątkowo gruby kij w dupę, uprzednio obsmarowawszy mu pośladki miodem i wystawiwszy je na łaskę lub niełaskę Kubusia Puchatka.
Owszem, trafił tutaj jeszcze na początku lekcji, ale Fazbear miał jakieś zebranie i sekretarka kazała mu siedzieć w poczekalni cholerne trzy godziny. TRZY GODZINY! Od dwóch mógłby być już w domu, gdyby nie zwiał z tej cholernej fizyki.
– No właśnie. Powiedz, co ja mam teraz z tobą zrobić? Nie wygląda to za ciekawie, panie Bonnie. – Dyrektor pokręcił głową i przysunął sobie pod nos jakieś papiery, na moment zawieszając na nich wzrok, a następnie podnosząc go na siedzącego po przeciwnej stronie blatu biurka, ucznia.
– Ja wiem, że słabo wyszło… i że jestem kandydatem do wyrzucenia z tej szkoły, ale proszę uwierzyć, że mi serio zależy, żeby tutaj chodzić, a ta sytuacja z dzisiaj… to jedno, wielkie nieporozumienie! – zapewnił szybko. – Dla pań sprzątających ta sytuacja z Jack-O-Bonniem mogła wyglądać kompletnie jednoznacznie i niezaprzeczalnie na moją winę, ale serio, ja i Foxy chcieliśmy tylko pomóc temu małemu… jak mu tam… no, temu pierwszoklasiście, bo go zaczepiał!
– Ach tak… i jesteś w stu procentach pewien, że jeżeli poproszę do siebie innych uczestników tej bijatyki, to potwierdzą twoją wersję wydarzeń? – Freddy uniósł powątpiewająco brwi.
– Poza Jackiem, który pewnie będzie kłamał… to tak. Raczej tak. – Chłopak przytaknął, choć trochę niepewnie. O ile nie wątpił, że ten mały blondas by go poparł, o tyle ciekawym było, co by powiedział rudy, gdyby dyro go poprosił. Kłamałby, żeby pozbyć się rywala, czy wręcz przeciwnie, pomógłby mu?
– Rozumiem. – Fazbear splótł ze sobą dłonie i ułożył je na swoim brzuchu.
Przez krótki moment trwała między nimi kompletna cisza, dyrektor nad czymś rozmyślał, a Bonnie nie był pewien czy czekać, aż mężczyzna raczy się odezwać, czy spierdalać póki nikt mu jeszcze nóżek z dupy nie powyrywał.
– Mogę już…? – zaczął licealista, ale Freddy uniósł dłoń, nakazując mu być cicho.
– To twoja ostatnia szansa, Bonnie. Jestem aż nadto pobłażliwy i wiecznie cię kryć nie będę. Biorąc pod uwagę okoliczności bójki, mogę przymknąć oko na nią, a nawet tą ucieczkę z lekcji. Ale zadzwonię do twoich rodziców, poinformuje o całym zajściu i poproszę ich na rozmowę – zadecydował Fazbear. – Możesz już iść, ale żeby mi to było ostatni raz, zrozumiano?
– T-tak panie dyrektorze! – Chłopak zająkał się lekko, nie mogąc pojąć cóż to za siła nad nim czuwała, że mimo tylu wykroczeń i notorycznego łamania regulaminu szkoły, dyro kolejny raz postanowił dać mu szansę.
Uczeń wstał, pożegnał się kulturalnie i wyszedł z gabinetu Freddy’ego, kierując się do wyjścia, bo dwie godziny ze Springtrapem były jego ostatnimi lekcjami w tym dniu. Żeńska część klasy Bonnie’ego nie miała tyle szczęścia. Panie czekały jeszcze dwie godziny wychowania fizycznego.
Chłopak wypadł z budynku jak huragan i od razu skierował się w stronę parku. Przejście przez niego było najszybszą drogą do domu rudego, u którego planował zabunkrować się na resztę dnia, jako że jego rodzina mniej więcej znała adresy znajomych, z którymi zwykle się trzymał. Wolał nie wracać do siebie póki istniała realna groźba, że Fazbear zadzwoni do jego matki.
Napisał do rodziców krótkiego SMS-a, że nocuje u kolegi i żeby się nie martwili, po czym bezceremonialnie wyłączył telefon. Dobrze wiedział, że najpierw będą wydzwaniać z wątami, że poszedł na nockę w tygodniu i to bez książek na następny dzień, a później z krzykiem, dlaczego dyrektor znowu prosi ich do szkoły.
Ta, już raz udało mu się odczuć rodzicielski gniew. To było wtedy, gdy po raz pierwszy zawisła nad nim groźba wywalenia z budy. Wolał nie przechodzić przez to ponownie.
Doskonale wiedział, gdzie mieszka Foxy. To już nawet nie była kwestia Facebooka, po prostu pamiętał jego dom z czasów, gdy jeszcze się kolegowali w pierwszych miesiącach po zaczęciu podstawówki. Chata rudzielca stała tak jebitnie naprzeciwko rzeźby krasnala.
Poważnie. Po drugiej stronie ulicy, gdzie zaczynały się tereny zielone, stał ludzkich rozmiarów, ogrodowy krasnal odlany z brązu, na którego szyi powieszono tabliczkę: „Ku chwale poległych krasnali!”.

niedziela, 16 października 2016

Rozdział 5: Ten trzeci

 Wróciłam!
Dwa miesiące kompletnej zawiechy, próbowałam, pisałam, ale gówno z tego wychodziło, stąd te opóźnienia. x-x Szczerze mówiąc, ten rozdział miałam gotowy, łącznie pisałam go cztery razy, dwa razy stwierdziłam, że dupny, raz przypadkiem usunęłam i dopiero za czwartym udało mi się go skończyć.
Wiem, że trochę zawiewa nudą, muszę się znowu w to wkręcić... no i potrzebowałam rozdziału w którym wprowadzę kilka (teraz nieistotnych, ale w późniejszym czasie bardzo ważnych) informacji.
Mam nadzieję, że w miarę da się ogarnąć te moje wypociny. ;-;
Życzę miłego czytania! 

***

Plush czekał spokojnie aż psorek wyczyta jego nazwisko z listy i poprosi o odebranie sprawdzianu. Z pewnością nie dostał niżej niż cztery, więc w przeciwieństwie do reszty klasy nie obgryzał z przerażeniem paznokci.
Zaczynało mu się trochę nudzić, od niechcenia omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie, aż jego wzrok zatrzymał się na brunecie, siedzącym dwie ławki na lewo od niego. Nie zdążył go jeszcze poznać, ale domyślał się, że to ten niesławny Jack-O-Bonnie, który  od września pojawił się w szkole maksymalnie trzy razy, a na Facebooka wrzucał jedynie zdjęcia swoich naprężonych muskuł po kilku godzinach spędzonych na siłce. Typ wliczający się w jedną ze stereotypowych grup dzielących ich klasę na kilka sektorów, wśród których ani Plush, ani Marionne się nie odnajdywali.
– Gratulacje, Plushtrap, jako jedyny w klasie zdobyłeś maksymalną ilość punktów! Brawo, brawo, mój drogi! – Profesor z entuzjazmem przywołał do siebie blondyna i wręczył mu jego sprawdzian.
Facet mógł sobie odpuścić tą emocjonalną paradę, bo po tym, jak blondyn wstał, odebrał swój test i wracał do ławki, usłyszał ciche: „Kujon!” i „Pupilek psorka, tylko czekać aż mu buty zacznie lizać!”. Nie przejmował się, to tylko standardowe teksty padające z ust tipsiar i tępych mięśniaków, którzy w przeciwieństwie do niego nie wyciągnęli nawet na tą dwóję... ale miło też mu nie było.
Usiadł z powrotem na krześle i zerknął przelotnie na sprawdzian. Tyle dobrego, że Springi głowy mu nie będzie suszył jak wróci do domu.
– Serio kujon z ciebie – zaśmiał się Nightmarionne, który swoją pracę odebrał chwilę przed nim. – Ja mam trzy. Nie jest źle. – Wypiął dumnie pierś, najwyraźniej mocno zadowolony z wyniku.
– Bardzo zabaw… – Plush urwał w połowie zdania, bo od jego policzka odbiła się papierowa kulka. – Co do…? – Dotknął skóry w miejscu gdzie trafił pocisk.
Prędko obrócił głowę i rozejrzał się po klasie. Sporo osób się podśmiewało, ale tylko Jack zaszczycił go kpiącym spojrzeniem i aroganckim uśmieszkiem.
Skurwiel. Młodszy brat Springa już wyczuwał, że będzie miał z tym gościem problemy.
– Nie zwracaj uwagi, takiego dupka najlepiej jest po prostu zignorować – szepnął Marionne.
– Mam mu pozwolić się panoszyć? – Plush nie był przekonany co do takiej taktyki.
– Lepiej, żeby czasem rzucił zgniecioną kartką, niż wyjechał ci z gonga prosto w nos, bo po takim ciosie to ty byś już nie wstał. Uwierz, wiem co mówię.

***

Springtrap wyszedł pospiesznie z pokoju nauczycielskiego. W jednej ręce zwyczajowo trzymał kubek z kawą, w drugiej torbę z papierami i dziennik. Tuż obok niego, z podobnym - choć uboższym o naczynie wypełnione kofeiną - ekwipunkiem, szedł Puppet.
– Mówię ci, nie martw się Plushem, dzieciak pewnie się z kimś pogryzł i trochę zbyt emocjonalnie zareagował. – Wyższy mężczyzna starał się wyglądać na opanowanego. Miał nadzieję, że jego spokój udzieli się blondynowi.
– Gdyby chodziło o zwykłą kłótnię, to na pewno tak by tego przede mną nie ukrywał – westchnął fizyk. – Zresztą, nieważne. To nie twoje problemy, przepraszam za to wyżalanie się.
– No co ty, od tego tu jestem, Springi! Jak masz problem, to się żal, w towarzystwie raźniej sobie ze wszystkim radzić! – uśmiechnął się do niego szeroko.
– Może i racja… cóż, mimo wszystko, dzięki. – Nauczyciel nie odwzajemnił radosnego wyszczerzu, którym brunet wyraźnie chciał go zarazić. Zamiast tego poklepał go po ramieniu i skręcił w stronę najbliższych schodów. – Powodzenia z 3b. Mike mówił, że wczoraj wyrzucili mu kaktus przez okno, prosto na czyjeś auto.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział 4: Służący

 Witam wszystkich! :) Z góry przepraszam za ostatnią obsuwę, nagle wena mi uciekła i zaczęłam się zajmować wszystkim, tylko nie pisaniem. x-x Ale mam dzięki temu sporo rzeczy pozaczynanych, z takim zapasikiem powinnam zacząć przez najbliższy czas wstawiać częściej... o ile znowu czegoś nie wymyślę i nie będzie lenia twórczego. ;-;
Fajnie wam wakacje mijają? Bo muszę powiedzieć, że mi wyjątkowo... obojętnie. x-x
Rozdział publikowany o 4:30 rano, jak będą jakieś byki, to korekty dokonam w dzień, bo już na oczy nie widzę. x'D
Ostatnia i chyba najważniejsza sprawa. Zaczęłam robić forum, yaoi/yuri z (human)FNAF'a, ktoś jest zainteresowany i dać na blogu linka do niego, czy raczej średni pomysł z tym?
Miłego czytania życzę! :)

***

Wpakował się w niezłe gówno. Prędzej by się spodziewał, że Bonnie będzie chciał od niego kasy, drogich rzeczy, albo wkręci go w jakieś sprośne żarty z dyrektorem… ale żeby coś takiego?
– Będziesz mi od dzisiaj służył! Masz mnie kryć przed nauczycielami, pozwalać mi się u ciebie zaszywać, jak mnie matka z kijem pogoni, dawać mi spisywać swoje zadanka domowe, jak nie zrobię i obrywać za mnie, jak komuś kasy zapomnę oddać. To chyba niewiele za zachowanie tej twojej strasznej tajemnicy dla siebie, prawda? – Foxy doskonale pamiętał przebiegły uśmieszek Bonnie’ego, a złowieszcze słowa tej łajzy, do tej pory odbijały się echem w jego przerażonym umyśle.
– Służyć, kurwa… SŁUŻYĆ! Co on sobie wyobraża?! – Rudzielec miotał się chaotycznie po swoim pokoju, to kopiąc szafki, to z agresją zrzucając z nich wszystko, co akurat miało pech na nich stać, aż w końcu padł na łóżko i zakopał się w świeżo wypranej pościeli.
Wielka pasja z młodszych lat, po której teraz został już tylko sentyment, nadal bezkarnie panoszyła się po pomieszczeniu; a to w formie plakatów, a to figurek, a to wielkiej kolekcji gier i filmów. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, było coś w pirackiej tematyce. Nawet kołdra, w której na chwilę obecną chłopak się zabunkrował, miała na sobie poszewkę z One Piece’a. Wiek oglądania anime był już za nim, ale ten jeden tytuł wyjątkowo lubił.
Wkurwianie się przerwał mu dzwonek telefonu. Oczywiście i w tym aspekcie królowało dawne zamiłowanie rudzielca - pokój wypełniły rytmiczne dźwięki refrenu fanowskiej piosenki do AC IV: Black Flag, autorstwa Miracle of Sound.
Jęknął przeciągle, wysunął rękę spod kołdry i na oślep zaczął szukać leżącego na podłodze obok łóżka, urządzenia.
– Co jest? – zaczął mało przyjemnym tonem, widząc na wyświetlaczu „Pieprzona Kurwa Bonnie”.
– Nie: „Co jest?”, tylko: „Słucham, mój Panie?” – poprawił go ze śmiechem. – Mam sprawę. Bądź w parku, tym obok budy z kebabem, za piętnaście minut. Weź ze sobą kasę.
– Nie mam czasu – warknął rudy, marszcząc brwi i wstając z łóżka.
– Ojej, szkoda. W takim razie nie mam powodu, żeby nie obdzwonić wszystkich znajomych ze szkoły i nie powiedzieć im kilku ciekawych rzeczy o tobie, prawda? Piętnaście minut. Włączam stoper, czas start. Biegnij, Foxy, biegnij! – Po tych słowach, nie dając mu szansy na jakąkolwiek odpowiedź, rozłączył się.
– Jak ta pieprzona ciota śmie…?! – podniósł głos, ciskając telefonem, jak małym meteorytem, o pościel. W ścianę nie odważyłby się nim uderzyć, trudno byłoby skombinować nowy.

sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 3: Zdjęcia

Wracam do was z nowym rozdziałem Drogiego Nauczyciela. :)
Trochę się u mnie zadziało, mrówkowie w domu postanowili się masowo respić, koteł nałapał chrabąszczy, rzygnął po czym stwierdził, że zabawnie będzie zjadać ich jeszcze więcej... po czym znowu rzygnął.
Przez większość tygodnia się leniłam, bo rozdział był praktycznie skończony już na poprzedni weekend (ale wredna aŁtorka stwierdziła, że odczeka tydzień zanim wrzuci). Dzięki wielkie Lenie za korektę i ogarnięcie mi dupy. MiUość, ziomku, bo byłam w interpunkcyjnym dołku. ;-;
Nowego rozdziału Przepaści nawet jeszcze nie zaczęłam na poważnie, kilka zdań mam, więc jak ktoś czeka, to jeszcze długo sobie pewnie poczeka, znając mój zapał... x"D
Nie przedłużam już, miłego czytania!

*** 

– Plush, jeszcze nie śpisz? – Spring wszedł do pokoju młodszego brata, widząc, że u niego wciąż pali się światło. Gdy tylko uchylił drzwi, młody jak oparzony zamknął laptop i pospiesznie wstał z fotela.
– Kładę się już przecież. Daj spokój, nie mam pięciu lat, żebyś wciąż musiał mnie w tym temacie kontrolować – prychnął, zrzucając z łóżka na podłogę plecak i sterty książek, tym samym robiąc sobie miejsce do spania. Nie zawracając sobie głowy przebieraniem, po prostu zdjął koszulkę i wskoczył pod kołdrę.
– Tylko pytam, bo już prawie druga w nocy, a mówiłeś mi, że jutro masz te korki. Nie wstaniesz, dzieciaku. – Fizyk usiadł na brzegu łóżka, zerkając na obróconego do niego plecami, brata.
– Wstanę, serio. Moja sprawa o której się kładę – burknął. – A ty czemu jeszcze nie śpisz?
– Nie do końca twoja, bo wciąż jesteś niepełnoletni, a ja za ciebie odpowiadam – westchnął ciężko, nawet nie próbując mu robić przydługich, bezsensownych wykładów. Młody nie będzie ich słuchał. Jak zechce, to sam zrozumie. – Miałem robotę ze szkoły, chciałem ją szybko skończyć, żeby mieć wolny weekend i spędzić z tobą trochę czasu.
– Słodko. – Spring mógłby przysiąc, że Plush w tym momencie wywrócił oczami. – Idź już, chcę spać.
– Ta… – Nauczyciel wstał z materaca. – Jeżeli coś złego się dzieje, to mi powiedz, pomogę ci. Wiesz o tym, tak? – zapytał dla pewności. Zachowanie młodszego wydawało mu się dziwne.
– Wiem. Nic się nie dzieje, nie masz co się martwić. Dobranoc. – Nastolatek zakrył się cały kołdrą, dając tym samym znać, że nie ma chęci na rozmowy.
– Dobranoc – odpowiedział mu mężczyzna, po chwili zwlekania decydując się nie drążyć tematu i wyjść z pokoju, uprzednio gasząc światło.


Młody trzy razy sprawdzał adres zapisany na małej karteczce, nim w końcu odważył się wcisnąć dzwonek do drzwi.
Nie ukrywał, że widmo nadciągających korków wywoływało u niego nieciekawe sensacje żołądkowe. O ile w szkole czuł się względnie bezpiecznie, bo wokół niego zawsze było pełno ludzi i mógł liczyć, że przynajmniej jedna osoba z tłumu zareaguje, jeżeli zadzieje mu się jakaś krzywda, o tyle prywatne spotkanie w domu Nightmare’a miało się odbyć sam na sam z nauczycielem, który, bądź co bądź, potrafił go przerazić.
Miał wrażenie, że serce wyskoczy mu z piersi, kiedy usłyszał przekręcany od wewnątrz klucz. Sekundę później drzwi otworzyły się na oścież, a w progu stanął nie kto inny, jak sam matematyk.
– Dzi-dzień dobry… – Uczeń przywitał się grzecznie, zmuszając przy tym do lekkiego uśmiechu.
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko odsunął się nieco, wpuszczając go do środka.
Nikłe nadzieje Plushtrapa, że domowa atmosfera pomoże mu się rozluźnić, prysły zaraz po wejściu do salonu. Wnętrze miało tak surowy charakter, jak jego właściciel i to do tego stopnia, że dzieciak zwyczajnie bał się usiąść na białej, skórzanej kanapie, żeby przypadkiem jej nie zabrudzić.
W pomieszczeniu przeważały zimne barwy, na domiar złego Nightmare był typem, który szafki ze szklanymi drzwiczkami trzymał chyba tylko po to, żeby jakoś zająć ogromną przestrzeń, bo chłopak niczego w nich nie dostrzegł. Żadnej kolekcji szkieł, żadnych poupychanych pierdółek… nawet kurz znudził się panującą na półkach pustką i omijał je szerokim łukiem.
Przez głowę Plusha przemknęła myśl, że może zamiast do czyjegoś mieszkania, trafił do meblowego, bo tylko tym określeniem potrafił opisać to miejsce. Było zbyt perfekcyjnie. A sądził, że jego brat to pedant.

niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 2: Woźny

 Witam wszystkich. :) Tak, jest 5:30 rano, a ja zamiast spać przed ostatnim dniem wolnego, to piszę. QwQ
Coś mnie wzięło na Drogiego Nauczyciela... Przepaść ciągle w produkcji, mam połowę i chwilowo dostałam małego zastoju, bo nie do końca wiem jak rozegrać jedną scenę, więc póki się z tym nie uporam, będą wstawiane miniaturki i to. x-x
Rozdział jest kompletnym spontanem, mam nadzieję, że nie ma tragedii i da się to przeczytać x'D
Ostatnia sprawa, koteł złapał Pana Jaszczurka, zwinkę dorosłą, uratowałam go z kocich ząbków bardzo heroicznie i wypuściłam na wolność. Pan Jaszczurek będzie miał duże blizny na głowie, uszkodzone oko i przez pewien czas brak ogona, ale będzie żył! Więc wszyscy razem kibicujmy mu w walce o przetrwanie, bo był naprawdę piękny i gruby!
Życzę miłego czytania. :)

***

Springtrap był pewny, że złodziejskie dupki nie chodzą do placówek typu szkoła. Co więcej, na sto procent złodziejskie dupki nie przechodziły procesu pączkowania!
Jakim więc cudem ostatnią ławkę w jego gabinecie zajmowała ta złotowłosa menda, która ostatnio zakosiła mu cappuccino tuż sprzed nosa? Mało tego! Arogancki szczeniak postanowił się rozmnożyć, bo tuż obok niego siedział praktycznie identyczny osobnik, z tą różnicą, że miał na sobie koszulkę w innym kolorze.
Blondyn pomasował palcami skroń i otworzył dziennik. Niby dyrektor coś mu wspominał, że doszła do nich dwójka nowych uczniów, ale skąd mógł wiedzieć, że to klony, z których jeden zdążył go już nieformalnie okraść?
Wyczytując listę obecności, co chwilę podnosił wzrok na duet, który dzisiaj mu doszedł do klasy wychowanków. Żaden z nich nie wyglądał na szczególnie zainteresowanego tym, co działo się wokół.
– Golden Freddy – wyczytał jedno z dopisanych na samym końcu, nowych imion.
– Jestem – odezwał się blondyn w czarnej koszulce.
– I Fredbear. – Tym imieniem zakończył sprawdzanie listy i zamknął dziennik.  Mimo oczekiwań, chłopak nic nie odpowiedział, uniósł tylko apatycznie rękę na znak, że to on i pomimo milczenia, uczestniczy w lekcji. – Widzę, że pana Fredbeara bardziej fascynuje to, co widzi za oknem, niż odpowiadanie, jak się do niego mówi – stwierdził fizyk, wstając z fotela i powoli zbliżając się do miejsca, gdzie siedział chłopak. Zatrzymał się tuż przed jego ławką.
Dopiero wtedy uczeń podniósł wzrok i zmierzył nauczyciela trochę nieobecnym spojrzeniem.
– Mówiłem, że jestem – stwierdził wzruszając lekko ramionami.
– Kultura jednak wymaga, żeby odpowiedzieć NA GŁOS, a nie machać do mnie ręką. Nie jestem twoim kolegą, byś mógł zachowywać się w stosunku do mnie jak do równemu sobie, jasne? – Krótki wykład zakończył szerokim uśmiechem i mentalną obietnicą, że zmieni życie tego smarka w piekło. – No dobrze, przejdźmy już do lekcji. Może na początek poproszę, żeby któryś z was napisał nam wzór na przyspieszenie, tak dla przypomnienia, bo będzie nam potrzebny przy dzisiejszym temacie. Fredbear? Może ty? – Springtrap wrócił do biurka, usiadł w swoim wygodnym, wysłużonym już fotelu i gestem zachęcił blondyna by podszedł do tablicy i wykonał polecenie.
Uczeń trochę niepewnie podniósł się z miejsca, wciąż posyłając bratu błagające o pomoc spojrzenia. Stanął przed tą nieszczęsną tablicą z kredą w dłoni i zamarł w bezruchu. Minęła minuta. Potem pięć. W końcu Spring, poważnie zniecierpliwiony, wyjął nos z papierów, które aktualnie przeglądał i zerknął na Fredbeara.
– No? Dlaczego nic nie ma na tablicy? Powiedziałem chyba wyraźnie, co masz zrobić. – Zmarszczył brwi i wstał. – Z czym masz problem? Kredę trzymać umiesz, więc napisanie nią tego wzoru nie powinno być problemem. – Stanął tuż obok złotowłosego.
– Bo… my chyba jeszcze tego w starej szkole nie mieliśmy – stwierdził uczeń, odkładając kredę na małą półeczkę tuż pod tablicą.
Springtrap uniósł brwi. Mimo, że na twarzach niektórych uczniów pojawiło się nagłe rozbawienie, żaden nie odważył się na głos zaśmiać.
– Mój drogi… powiedz mi, ile ty masz lat? – zapytał nauczyciel, siląc się na spokój.
– No osiemnaście… – wydukał, trochę zbity z tropu, Fred.
– Świetnie, więc potraktuję cię jak dorosłego i zadam ci kilka inteligentnych pytań. Do której klasy teraz chodzisz?
– Em… do drugiej?
– Doskonale, widzę, że główka pracuje – pokiwał głową z uznaniem, nie kryjąc sarkazmu. – Do drugiej klasy jakiej szkoły?
– Średniej? – Uczeń nie odważył się odpyskować za tą drwinę, ale odpowiadał coraz mniej przyjemnym tonem.
– Brawo. To teraz mi jeszcze przypomnij, kiedy po raz pierwszy w szkole miałeś styczność z fizyką?

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział 1: Pierwszy dzień i powtórka z biologii

Hej wszystkim! :) Tak jak chcieliście w ankiecie, zaczynamy nowe opowiadanie, "Drogi Nauczycielu" (zachęcam żeby kliknąć sobie na spis opowiadań i doczytać tam kilka szczegółów, które o tym opku zapisałam). Nie mam jeszcze na to konkretnego pomysłu, seria będzie raczej luźna, postawię też na ilość rozdziałów, nie ich długość, więc nie spodziewajcie się tasiemców jak w wypadku Przepaści, przy której czasem rozpisuję się na kilkanaście stron. xux
Seria nie będzie miała pary przewodniej, w każdym epizodzie będą losowo wybrane pary (ale to nie znaczy, że całość nie będzie miała fabuły!). Poza tym przewiduję w przyszłości kilka brutalniejszych scen sado-maso, więc jeżeli ktoś nie przepada za takimi rzeczami, radzę wtedy pomijać takie rozdziały (postaram się przed każdym napisać, że w danej części będzie jakiś brutalniejszy fragment).
To chyba wszystko co chciałam powiedzieć, nie nastawiajcie się na nie wiadomo jak dopracowaną serię, bo - tak jak pisałam - jeszcze nie opracowałam planu na całość. x'D Miłego czytania!

***

To był niezwykle emocjonujący dzień. Spring czuł się, jakby zawodowy bokser przywalił mu z całej siły w żołądek. A przecież to jego młodszy brat, Plushtrap, powinien być teraz zestresowany. Za niecałą godzinę miał zacząć się jego pierwszy dzień w nowej szkole.
– Wszystko wziąłeś? Śniadanie zjedzone, ząbki umyte? – dopytywał, samemu latając chaotycznie po mieszkaniu i sprawdzając, czy niczego nie zapomniał.
– Tak, mamo. – Dzieciak wywrócił teatralnie oczami, w spokoju oglądając jakiś serial w tv. – Czemu tak się denerwujesz? Przecież nie pierwszy raz zmieniam szkołę. – Plush starał się jakoś uspokoić brata, niestety ten nie wyglądał na chętnego do przysłowiowego "wrzucenia na luz".
– Ale pierwszy raz idziesz do szkoły, w której uczy ktoś z twojej rodziny! Na takich dzieciaki inaczej patrzą! A ja przecież jestem za ciebie odpowiedzialny! Jak coś ci się stanie, to będzie moja wina! – Blondyn chwycił klucze od auta, nałożył kurtkę, przez ramię przerzucił skórzaną torbę i poszedł do salonu. Zabrał młodemu pilot i wyłączył telewizję. – Wychodzimy – oznajmił.
– Już? Jest jeszcze wcześnie! – zaprotestował chłopak.
– Wydaje ci się. Zanim dojedziemy na miejsce, minie sporo czasu, a ty jeszcze musisz mieć chwilę, żeby znaleźć swoją klasę. Bo zakładam, że nie pozwolisz mi się odprowadzić?  – Springtrap stanął nad nim i uniósł pytająco brwi.
– W życiu, mam szesnaście lat, wiesz jaka to by była siara?! – Dzieciak prychnął, zirytowany faktem, że mężczyzna w ogóle śmiał zadać takie pytanie.
– No właśnie. Dlatego nie marudź, ubieraj buty i jedziemy – zarządził blondyn, poganiając młodszego.
Nie minęło dziesięć minut, a już siedzieli w samochodzie; Spring odpalił silnik i wyjechali sprzed bloku. Na miejsce dotarli po niespełna kwadransie.
Gdy tylko srebrny golf zaparkował pod budynkiem, Plush odpiął pas z zamiarem szybkiego wyskoczenia z auta i pognania do szkoły, nim ktokolwiek zauważy, że odwiózł go „ten dziad od fizyki”. Gdyby ludzie zaczęli go z nim kojarzyć, to serio miałby przesrane.
Niestety powstrzymała go ręka brata, która spoczęła na jego ramieniu i stanowczo zatrzymała w miejscu.
– Co jest? Zanim zapytasz: tak, mam wszystko, tak, wiem której klasy szukać i nie, nie jestem zestresowany – wywrócił oczami, szykując się na salwę tego typu pytań. Od wczoraj blondyn go nimi zadręczał.
– Bardzo śmieszne. Nie o to mi chodzi. Gdyby coś się działo, ktoś ci dokuczał, albo robił krzywdę, od razu do mnie przyjdź, dobrze? – Spring usiłował brzmieć spokojnie, choć w środku coś skręcało mu się na samą myśl o tym, że jego braciszek będzie skazany na towarzystwo tej dzikiej i bezwzględnej hołoty, którą fizyk na co dzień uczył… a raczej się starał, bo większość była podejrzanie mocno odporna na wszelkiego rodzaju, nową wiedzę. – Nie staraj się samemu sobie z tym radzić i zatajać przede mną jakichkolwiek problemów.
– Jasne, braciszku. Zresztą, nawet gdybym próbował, to pewnie i tak nie dałbym rady czegokolwiek przed tobą ukryć. Ty mordujesz wzrokiem pół osiedla, jak widzisz małego siniaka na mojej ręce, gdyby w szkole ktoś mi coś zrobił, od razu byś to wyczuł! – zaśmiał się młody, chcąc nieco rozluźnić atmosferę. – Wiem, że się martwisz, ale uwierz mi w końcu, że nie mam już pięciu lat i dam sobie radę sam, okej?
– No wiem, wiem… – Mężczyzna westchnął ciężko. – Powodzenia, młody. – Poprawił mu rozczochraną grzywkę, a gdy tylko go puścił, chłopak od razu wyskoczył z samochodu.
Fizyk uśmiechnął się z rozbawieniem, widząc jak jego młodszy brat rozgląda się czujnie, zapewne sprawdzając, czy nikt nie widział go w towarzystwie jednego z najostrzejszych nauczycieli w całej szkole.
Odczekał jeszcze pięć minut, które poświęcił na ułożenie fryzury, po czym wysiadł z auta, zamknął je i ruszył w kierunku wejścia do budynku.


Połowa dzieciarni była tak wyrośnięta, że niemal każdy przewyższał go przynajmniej o pół głowy, a mimo to szedł pewnie przed siebie, bez najmniejszych obaw, że ktoś go popchnie, albo wpadnie na niego z tarana. Miał na tyle złą opinię, że wszyscy, nawet ci, których nie uczył, omijali go szerokim łukiem.
Wszedł do pokoju nauczycielskiego, przywitał się ze spotkanymi tam Schmidtem, Puppetem i Mangle, odłożył torbę na blat stołu i od razu zaczął parzyć sobie kawę. W międzyczasie szybko poszukał dziennika klasy, z którą zaraz miał mieć lekcje.
– Ej, Springi, twój brat dzisiaj zaczął tutaj chodzić, nie? Stresował się? – zapytał Mike, podchodząc od tyłu do blondyna, który ostrożnie zalewał kubek wrzącą wodą.
– On? W życiu. Wyglądał na znudzonego, a nie zmartwionego. – Mężczyzna wzruszył ramionami i zaczął mieszać kawę łyżeczką. – Wydaje mi się, że ta zmiana szkoły zrobiła większe wrażenie na mnie, niż na nim.
– Uroczo, że tak się o niego martwisz – wtrącił Mangle, stojąc oparty o ścianę i pijąc herbatę.
– A ty byś się nie martwił? Jak te gówniarze wyczają, że ma u mnie wtyki, mogą zacząć mu grozić, żeby podkradał z domu sprawdziany, czy coś w tym guście. A bo to tylko do takich akcji się dzisiejsza młodzież posuwa? – powiedział blondyn, czekając cierpliwie aż napój nieco mu ostygnie. W końcu odważył się wziąć pierwszy łyk.
– W sumie racja… Ale nie masz co się dziwić. Chyba połowa szkoły ma u ciebie zagrożenie, złociutki – zaśmiał się Puppet, na moment ściągając z uszu słuchawki.
– Jak się lenie nie chcą uczyć, to czemu mam ich przepuszczać?