Wracam do was z nowym rozdziałem Drogiego Nauczyciela. :)
Trochę się u mnie zadziało, mrówkowie w domu postanowili się masowo respić, koteł nałapał chrabąszczy, rzygnął po czym stwierdził, że zabawnie będzie zjadać ich jeszcze więcej... po czym znowu rzygnął.
Przez większość tygodnia się leniłam, bo rozdział był praktycznie skończony już na poprzedni weekend (ale wredna aŁtorka stwierdziła, że odczeka tydzień zanim wrzuci). Dzięki wielkie Lenie za korektę i ogarnięcie mi dupy. MiUość, ziomku, bo byłam w interpunkcyjnym dołku. ;-;
Nowego rozdziału Przepaści nawet jeszcze nie zaczęłam na poważnie, kilka zdań mam, więc jak ktoś czeka, to jeszcze długo sobie pewnie poczeka, znając mój zapał... x"D
Nie przedłużam już, miłego czytania!
***
– Plush, jeszcze nie śpisz? – Spring wszedł do pokoju
młodszego brata, widząc, że u niego wciąż pali się światło. Gdy tylko uchylił
drzwi, młody jak oparzony zamknął laptop i pospiesznie wstał z fotela.
– Kładę się już przecież. Daj spokój, nie mam pięciu
lat, żebyś wciąż musiał mnie w tym temacie kontrolować – prychnął, zrzucając z
łóżka na podłogę plecak i sterty książek, tym samym robiąc sobie miejsce do
spania. Nie zawracając sobie głowy przebieraniem, po prostu zdjął koszulkę i
wskoczył pod kołdrę.
– Tylko pytam, bo już prawie druga w nocy, a mówiłeś
mi, że jutro masz te korki. Nie wstaniesz, dzieciaku. – Fizyk usiadł na brzegu
łóżka, zerkając na obróconego do niego plecami, brata.
– Wstanę, serio. Moja sprawa o której się kładę –
burknął. – A ty czemu jeszcze nie śpisz?
– Nie do końca twoja, bo wciąż jesteś niepełnoletni, a
ja za ciebie odpowiadam – westchnął ciężko, nawet nie próbując mu robić
przydługich, bezsensownych wykładów. Młody nie będzie ich słuchał. Jak zechce,
to sam zrozumie. – Miałem robotę ze szkoły, chciałem ją szybko skończyć, żeby
mieć wolny weekend i spędzić z tobą trochę czasu.
– Słodko. – Spring mógłby przysiąc, że Plush w tym
momencie wywrócił oczami. – Idź już, chcę spać.
– Ta… – Nauczyciel wstał z materaca. – Jeżeli coś złego
się dzieje, to mi powiedz, pomogę ci. Wiesz o tym, tak? – zapytał dla pewności.
Zachowanie młodszego wydawało mu się dziwne.
– Wiem. Nic się nie dzieje, nie masz co się martwić.
Dobranoc. – Nastolatek zakrył się cały kołdrą, dając tym samym znać, że nie ma
chęci na rozmowy.
– Dobranoc – odpowiedział mu mężczyzna, po chwili
zwlekania decydując się nie drążyć tematu i wyjść z pokoju, uprzednio gasząc
światło.
Młody trzy razy sprawdzał adres zapisany na małej karteczce,
nim w końcu odważył się wcisnąć dzwonek do drzwi.
Nie ukrywał, że widmo nadciągających korków wywoływało u
niego nieciekawe sensacje żołądkowe. O ile w szkole czuł się względnie
bezpiecznie, bo wokół niego zawsze było pełno ludzi i mógł liczyć, że
przynajmniej jedna osoba z tłumu zareaguje, jeżeli zadzieje mu się jakaś
krzywda, o tyle prywatne spotkanie w domu Nightmare’a miało się odbyć sam na
sam z nauczycielem, który, bądź co bądź, potrafił go przerazić.
Miał wrażenie, że serce wyskoczy mu z piersi, kiedy usłyszał
przekręcany od wewnątrz klucz. Sekundę później drzwi otworzyły się na oścież, a
w progu stanął nie kto inny, jak sam matematyk.
– Dzi-dzień dobry… – Uczeń przywitał się grzecznie, zmuszając
przy tym do lekkiego uśmiechu.
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko odsunął się nieco,
wpuszczając go do środka.
Nikłe nadzieje Plushtrapa, że domowa atmosfera pomoże mu się
rozluźnić, prysły zaraz po wejściu do salonu. Wnętrze miało tak surowy
charakter, jak jego właściciel i to do tego stopnia, że dzieciak zwyczajnie bał
się usiąść na białej, skórzanej kanapie, żeby przypadkiem jej nie zabrudzić.
W pomieszczeniu przeważały zimne barwy, na domiar złego
Nightmare był typem, który szafki ze szklanymi drzwiczkami trzymał chyba tylko
po to, żeby jakoś zająć ogromną przestrzeń, bo chłopak niczego w nich nie
dostrzegł. Żadnej kolekcji szkieł, żadnych poupychanych pierdółek… nawet kurz
znudził się panującą na półkach pustką i omijał je szerokim łukiem.
Przez głowę Plusha przemknęła myśl, że może zamiast do
czyjegoś mieszkania, trafił do meblowego, bo tylko tym określeniem potrafił
opisać to miejsce. Było zbyt perfekcyjnie. A sądził, że jego brat to pedant.