poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 10: Ciasto

 Witam wszystkich!
Rozdział szedł mi trochę opornie, wena jak jednego dnia przyszła, tak potem nie chciała wracać przez tydzień. Mam nadzieję, że nie wyszło jakoś szczególnie nudno. ;-;
Przepaść według pana Worda ma już lekko ponad sto stron, z tej okazji chcę wydać rozdział 10.5, którego zawartość będzie zależała tylko i wyłącznie od was. Zrobimy z tego mały konkurs, poświęcę na niego osobną notkę. :)
No, nie przedłużam, miłego czytania! ^ ^

***

Tę noc zdecydowanie mogę zaliczyć do najgorszej w całym moim życiu. Gorszej nawet od tamtej pamiętnej imprezy, na której koło trzeciej nad ranem przykleili mnie do żyrandola i próbowali wyruchać kijem od miotły. Nie ma to jak robić za istną ułomność na krzywych nóżkach, do której niby wszyscy się uśmiechają, ale jak przychodzi co do czego, to w temacie głupich kawałów ją jako pierwszą biorą na swój bezlitosny celownik.
Mniejsza. Wracając do sedna sprawy, myślałem, że tutaj skonam. Raz, że ból w chuj, jakby mi stado ruskich czołgów po mordzie przejechało; dwa, nafaszerowali mnie taką ilością proszków, że po wszystkich niezbędnych zabiegach czułem się jak po wiadrze twardych narkotyków. Z tą różnicą, że po dragach to bym wstał, rozebrał się i zaczął wywijać hołubce na głowie doktora, będąc przekonanym, że właśnie walczę z hordą narwali z nadwagą w jakimś postapokaliptycznym świecie bez klamek, a tymczasem po tych lekarstwach byłem w stanie co najwyżej raz na jakiś czas mrugnąć. I to każdym okiem osobno.
Szczęście, że Złotko odebrało i zgodziło się przynieść mi rzeczy, bo lekarz jasno się wyraził, że posiedzę tutaj przynajmniej trzy dni, o ile wszystko będzie w porządku i nie wykryją u mnie jakiegoś nowego raka w dupie.
Nie miałem za dużo czasu na sen. Większość nocy zajęły badania i inne pierdółki, a z samego rana obudził mnie słodki jazgot pielęgniarki, no bo leki. Jak ja nienawidzę szpitali! Pomijając fakt, że opuszczone psychiatryki z horrorów to moja ukryta słabość, to trzeba jeszcze podkreślić, że żarcie tutaj mieli po prostu okropne. Ono aż krzyczało: „Karminy was, bo musimy, ale na luksusy nie liczcie, w końcu szpital musi na czymś oszczędzać, a wam – grubasy – dieta się przyda!”.
Bo oczywiście nikt nie pomyśli, że moje spasione dupsko będzie smutne, jak nie dostanie na obiadek ziemniaczków! Ja nie jestem Spring! Muszę spożywać regularne posiłki!
Aż do godziny odwiedzin nudziłem się niemiłosiernie. Z ręką w gipsie, toną bandaży na ciele, a w szczególności mordzie, musiałem wyglądać jak człowiek-WC, któremu ktoś zrobił spłuczkę, uprzednio wkładając do muszli kosiarkę.
Pozytywne myślenie zawsze było moją mocną stroną.
W końcu drzwi do pokoju otworzyły się. Miałem to nieszczęście, że leżałem tu sam, trzy inne łóżka były puste, więc przez większość czasu nie było się do kogo odezwać. Z drugiej strony teraz, jak pojawił się tu blondyn, to nawet cieszyło mnie, że mogliśmy porozmawiać w cztery oczy, a nie być non stop śledzeni przez podejrzliwe spojrzenia uprzedzonych staruszków.
– Jesteś kompletnym debilem – przywitał mnie na wstępie, kładąc torbę z rzeczami na małej, pustej szafce obok mnie, a sam usiadł na jednym z wolnych łóżek. – Jak ty się tak załatwiłeś? – zapytał wkurzony. No nie ma co, mamusia roku z niego.
– A czy to ważne? – Spierdzieliłem wzrokiem i posłałem mu słodki uśmiech pod tytułem: „skończmy ten temat”.
– Nie, cholera, wcale. Przecież wziąłem sobie urlop, żeby tu przyjść i rozmawiać o naleśnikach, a nie twoim zdrowiu. – Uniósł wzrok ku niebu, najwidoczniej mając nadzieję, że wymowne spojrzenie ogarnie te leniwe chóry anielskie, które zerwą się na równe nogi i ześlą na niego nową dawkę cierpliwości.
A przynajmniej modliłem się by tak było, bo nie chciałem, żeby połamał mi też drugą rękę. Albo urwał tę złamaną…
– Em… jakby to powiedzieć… wpierdoliłem się pod auto. – Podrapałem się po policzku. Większość twarzy zaklejały mi plastry, więc to był dość trudny zabieg.
– … Serio? Mam nadzieję, że nie upiłeś się do tego stopnia by stwierdzić, że zabawnie będzie wpaść pod samochód. – Zmrużył groźnie oczy.

piątek, 5 sierpnia 2016

(Miniaturka AC) Dzień 3 cz.2 - Porządki

Hej wszystkim! Macie tutaj kolejną miniaturkę z AC, napisałam ją już jakiś czas temu, mam jeszcze dwie w zapasie, więc jak tylko skończę rozdział Przepaści, to zaraz po nim wpadnie nowa część Altaira i Malika!
Druga ważna dla mnie sprawa, forum yaoi/yuri z FNAFa prawie gotowe (znaczy już mało brakuje, żeby weszło w etap: "Da się na tym gównie pisać", bo do oficjalnego wykończenia to jeszcze sporo mu brakuje). Jeżeli ktoś zdecyduje się zostawić pod tym postem komentarz, to bardzo proszę napisać, czy jest takim forum zainteresowany, czy nie, bo naprawdę nie wiem, czy dalej zawracać sobie nim głowę, czy lepiej odpuścić, bo i tak nikt nie wejdzie. x'D
No, to wszystko, miłego czytania! :D

***

Poranek zdecydowanie nie należał do najprzyjemniejszych w jego życiu. Altaïr znowu podniósł mu ciśnienie swoją bezmyślnością.
– Rozwaliłeś mi nos… – burknął ofuknięty asasyn, siedząc pod ścianą i przykładając do twarzy przesiąkniętą krwią szmatkę.
– Nie jęcz, to tylko zadrapanie. Za kilka dni śladu nie będzie. – Malik wywrócił oczami, stawiając dwa wielkie kosze, w których znajdowały się zakupy zrobione przez Ibn-La’Ahada, na blacie swojego biurka, z zamiarem przełożenia ich zawartości do specjalnej skrzyni. Wieczorem miały wpaść te dwa młodziki, powinien mieć dla nich coś świeżego.
– Łatwo ci mówić, bo to nie ty obrywasz za każdym razem kiedy chcesz pomóc! – Mężczyzna podniósł głos, ale prędko spuścił z tonu. Bolał go ten nos. Jak diabli.
– Jakbyś serio chciał mi pomóc, to zamknąłbyś się i nie żartował sobie ze mnie, idioto! – Zarządca biura sięgnął ręką do rozpakowywanego właśnie koszyka, ale ze zdziwieniem odkrył, że jest pusty. – Altaïr? Gdzie reszta zakupów?
– Jaka reszta? To wszystko – Nowicjusz zamoczył opatrunek w małej, glinianej misce z wodą i westchnął błogo, gdy na powrót przyłożył go do rany.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział 4: Służący

 Witam wszystkich! :) Z góry przepraszam za ostatnią obsuwę, nagle wena mi uciekła i zaczęłam się zajmować wszystkim, tylko nie pisaniem. x-x Ale mam dzięki temu sporo rzeczy pozaczynanych, z takim zapasikiem powinnam zacząć przez najbliższy czas wstawiać częściej... o ile znowu czegoś nie wymyślę i nie będzie lenia twórczego. ;-;
Fajnie wam wakacje mijają? Bo muszę powiedzieć, że mi wyjątkowo... obojętnie. x-x
Rozdział publikowany o 4:30 rano, jak będą jakieś byki, to korekty dokonam w dzień, bo już na oczy nie widzę. x'D
Ostatnia i chyba najważniejsza sprawa. Zaczęłam robić forum, yaoi/yuri z (human)FNAF'a, ktoś jest zainteresowany i dać na blogu linka do niego, czy raczej średni pomysł z tym?
Miłego czytania życzę! :)

***

Wpakował się w niezłe gówno. Prędzej by się spodziewał, że Bonnie będzie chciał od niego kasy, drogich rzeczy, albo wkręci go w jakieś sprośne żarty z dyrektorem… ale żeby coś takiego?
– Będziesz mi od dzisiaj służył! Masz mnie kryć przed nauczycielami, pozwalać mi się u ciebie zaszywać, jak mnie matka z kijem pogoni, dawać mi spisywać swoje zadanka domowe, jak nie zrobię i obrywać za mnie, jak komuś kasy zapomnę oddać. To chyba niewiele za zachowanie tej twojej strasznej tajemnicy dla siebie, prawda? – Foxy doskonale pamiętał przebiegły uśmieszek Bonnie’ego, a złowieszcze słowa tej łajzy, do tej pory odbijały się echem w jego przerażonym umyśle.
– Służyć, kurwa… SŁUŻYĆ! Co on sobie wyobraża?! – Rudzielec miotał się chaotycznie po swoim pokoju, to kopiąc szafki, to z agresją zrzucając z nich wszystko, co akurat miało pech na nich stać, aż w końcu padł na łóżko i zakopał się w świeżo wypranej pościeli.
Wielka pasja z młodszych lat, po której teraz został już tylko sentyment, nadal bezkarnie panoszyła się po pomieszczeniu; a to w formie plakatów, a to figurek, a to wielkiej kolekcji gier i filmów. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, było coś w pirackiej tematyce. Nawet kołdra, w której na chwilę obecną chłopak się zabunkrował, miała na sobie poszewkę z One Piece’a. Wiek oglądania anime był już za nim, ale ten jeden tytuł wyjątkowo lubił.
Wkurwianie się przerwał mu dzwonek telefonu. Oczywiście i w tym aspekcie królowało dawne zamiłowanie rudzielca - pokój wypełniły rytmiczne dźwięki refrenu fanowskiej piosenki do AC IV: Black Flag, autorstwa Miracle of Sound.
Jęknął przeciągle, wysunął rękę spod kołdry i na oślep zaczął szukać leżącego na podłodze obok łóżka, urządzenia.
– Co jest? – zaczął mało przyjemnym tonem, widząc na wyświetlaczu „Pieprzona Kurwa Bonnie”.
– Nie: „Co jest?”, tylko: „Słucham, mój Panie?” – poprawił go ze śmiechem. – Mam sprawę. Bądź w parku, tym obok budy z kebabem, za piętnaście minut. Weź ze sobą kasę.
– Nie mam czasu – warknął rudy, marszcząc brwi i wstając z łóżka.
– Ojej, szkoda. W takim razie nie mam powodu, żeby nie obdzwonić wszystkich znajomych ze szkoły i nie powiedzieć im kilku ciekawych rzeczy o tobie, prawda? Piętnaście minut. Włączam stoper, czas start. Biegnij, Foxy, biegnij! – Po tych słowach, nie dając mu szansy na jakąkolwiek odpowiedź, rozłączył się.
– Jak ta pieprzona ciota śmie…?! – podniósł głos, ciskając telefonem, jak małym meteorytem, o pościel. W ścianę nie odważyłby się nim uderzyć, trudno byłoby skombinować nowy.

niedziela, 17 lipca 2016

(Miniaturka AC) Dzień 3 cz.1 - Sam ze sobą

Witam wszystkich, wreszcie dodaję nową miniaturkę z AC! Parę miesięcy miałam z nimi poważną zmułę, w sumie to sama nie wiem dlaczego. Chyba potrzebowałam odpocząć od serii, bo w ostatnim czasie prześladowała mnie dosłownie na każdym kroku. x'D
No, w każdym razie wzięłam się i wreszcie ją napisałam! Trochę przydługa wyszła ta miniaturka, myślę, że kolejne już będą krótsze.
Miałam na wakacje pisać co tydzień, a tymczasem potwornie mulę z postami. Dlaczego? Stwierdziłam, że fajnie będzie sobie zrobić maskę Nightmare Freddy'ego... x"D *Z serii - wynajdujmy sobie bezsensowne zajęcia, będzie fajnie!*.
Co do autorskich opek, które zapowiedziałam: na początek będą to luźne i krótkie twory, jak w info o wpisach mówiłam; te większe projekty, z których historie tworzę sama dla siebie już z 10-11 lat, pojawią się później. A, jeszcze tak dodam, że opka będą autorskie, ale arty nadal Z NETA, nie moje, żeby ktoś nie powiedział, że kradnę, czy coś. xD
Nie przedłużam już, miłego czytania!

***

– Słońce, mógłbyś, proszę, przejść się na bazar? – Malik uśmiechnął się przesłodko do swojego partnera, na co ten aż uniósł brwi.
– Słońce? To do mnie? – Asasyn obrócił się na wszelki wypadek, ale za nim stała tylko miotła. Wątpliwe, by to do niej zarządca zwracał się tak pieszczotliwie. Zaraz. Malik NIGDY nie jest dla nikogo ot tak miły, nawet dla miotły! Nagły przebłysk pchnął nowicjusza do działania. No tak! Już wszystko rozumiał! – O nie. Nie ze mną takie numery!
Altaïr wyciągnął swój miecz i wycelował czubkiem w najbliższą drewnianą szafę. Kopnął ją, ale po otwarciu ze środka wysypały się jedynie pojemniki z atramentem i czyste pergaminy.
Zarządcę, na ten akt wandalizmu, kompletnie zamurowało. Zdegradowany mistrz zaklął pod nosem, broń nadal trzymając wysoko uniesioną, jakby miał za moment przypuścić na kogoś atak.
Co z nim? Spodziewał się, że z butelek na atrament templariusze wyskoczą?
Po rozpierdzieleniu połowy pomieszczenia, skoczył za biurko i ignorując coraz głośniejsze wyzwiska oraz protesty Malika, zaczął spod niego wyciągać mapy, pióra, listy… wszystko, co tam znalazł, nawet kotki z kurzu.
– Do kurwy nędzy, Altaïr! – Rafiq chwycił za szmaty swojego partnera i mało delikatnym szarpnięciem wyciągnął go spod blatu. – Co ty debilu wyprawiasz?!
– Szukam twojego kochanka, którego zapewne gdzieś tutaj przede mną ukrywasz – stwierdził na tyle poważnym tonem, by jego druga połówka nawet nie próbowała brać tego za żart. Zirytowany Syryjczyk pozbył się z ramienia dłoni byłego asasyna, po czym wrócił do przeszukiwania pomieszczenia.
– Co…? Jakiego kochanka? Ty się czymś naćpałeś? – Malik coraz mniej z tego wszystkiego rozumiał. Chwile, takie jak ta, utwierdzały go w przekonaniu, że umysł zdegradowanego mistrza to największa zagadka tego świata, której nikt nigdy nie zdoła pojąć.
– Słuchaj! – Ibn-La’Ahad schował miecz i wycelował w zarządcę palcem. – W życiu nie nazwałbyś mnie „słońcem” bez powodu, a powód może być tylko jeden! – Zamilkł na moment, dając partnerowi szansę na odgadnięcie.
– … Chciałem być miły…? – odparł niepewnie Al-Sayf, unosząc brew wysoko w górę.
– Błąd! Ty nigdy nie jesteś miły! A już na pewno nie dla mnie! – prychnął nowicjusz, opierając rękę na biodrze i patrząc na kochanka ze złością. – Jedynym powodem jest to, że masz coś na sumieniu! I tym czymś z pewnością jest romans!
Zapadła między nimi niezręczna cisza. Jakaś opętana mucha przerywała ją zbyt głośnym brzęczeniem, ale obaj to zignorowali.
– Że co…? – jako pierwszy odezwał się Malik. – Romans? Ty tak na poważnie? Zacząłeś wywalać mi rzeczy ze skrzyń, bo sądziłeś, że skoro próbowałem być dla ciebie miły, to na pewno ukrywam w którejś z nich nieistniejącego kochanka…? Altaïr, ty się w głowę uderzyłeś, czy koniecznie chcesz mi podnieść z rana ciśnienie?!
– W twoich spodniach? Owszem, chętnie bym ci je tam podniósł. – Asasyn uśmiechnął się, wymownie poruszając brwiami.
Źle się te żarty skończyły. Malik nie należał do cierpliwych, delikatnością również nie grzeszył.

sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 3: Zdjęcia

Wracam do was z nowym rozdziałem Drogiego Nauczyciela. :)
Trochę się u mnie zadziało, mrówkowie w domu postanowili się masowo respić, koteł nałapał chrabąszczy, rzygnął po czym stwierdził, że zabawnie będzie zjadać ich jeszcze więcej... po czym znowu rzygnął.
Przez większość tygodnia się leniłam, bo rozdział był praktycznie skończony już na poprzedni weekend (ale wredna aŁtorka stwierdziła, że odczeka tydzień zanim wrzuci). Dzięki wielkie Lenie za korektę i ogarnięcie mi dupy. MiUość, ziomku, bo byłam w interpunkcyjnym dołku. ;-;
Nowego rozdziału Przepaści nawet jeszcze nie zaczęłam na poważnie, kilka zdań mam, więc jak ktoś czeka, to jeszcze długo sobie pewnie poczeka, znając mój zapał... x"D
Nie przedłużam już, miłego czytania!

*** 

– Plush, jeszcze nie śpisz? – Spring wszedł do pokoju młodszego brata, widząc, że u niego wciąż pali się światło. Gdy tylko uchylił drzwi, młody jak oparzony zamknął laptop i pospiesznie wstał z fotela.
– Kładę się już przecież. Daj spokój, nie mam pięciu lat, żebyś wciąż musiał mnie w tym temacie kontrolować – prychnął, zrzucając z łóżka na podłogę plecak i sterty książek, tym samym robiąc sobie miejsce do spania. Nie zawracając sobie głowy przebieraniem, po prostu zdjął koszulkę i wskoczył pod kołdrę.
– Tylko pytam, bo już prawie druga w nocy, a mówiłeś mi, że jutro masz te korki. Nie wstaniesz, dzieciaku. – Fizyk usiadł na brzegu łóżka, zerkając na obróconego do niego plecami, brata.
– Wstanę, serio. Moja sprawa o której się kładę – burknął. – A ty czemu jeszcze nie śpisz?
– Nie do końca twoja, bo wciąż jesteś niepełnoletni, a ja za ciebie odpowiadam – westchnął ciężko, nawet nie próbując mu robić przydługich, bezsensownych wykładów. Młody nie będzie ich słuchał. Jak zechce, to sam zrozumie. – Miałem robotę ze szkoły, chciałem ją szybko skończyć, żeby mieć wolny weekend i spędzić z tobą trochę czasu.
– Słodko. – Spring mógłby przysiąc, że Plush w tym momencie wywrócił oczami. – Idź już, chcę spać.
– Ta… – Nauczyciel wstał z materaca. – Jeżeli coś złego się dzieje, to mi powiedz, pomogę ci. Wiesz o tym, tak? – zapytał dla pewności. Zachowanie młodszego wydawało mu się dziwne.
– Wiem. Nic się nie dzieje, nie masz co się martwić. Dobranoc. – Nastolatek zakrył się cały kołdrą, dając tym samym znać, że nie ma chęci na rozmowy.
– Dobranoc – odpowiedział mu mężczyzna, po chwili zwlekania decydując się nie drążyć tematu i wyjść z pokoju, uprzednio gasząc światło.


Młody trzy razy sprawdzał adres zapisany na małej karteczce, nim w końcu odważył się wcisnąć dzwonek do drzwi.
Nie ukrywał, że widmo nadciągających korków wywoływało u niego nieciekawe sensacje żołądkowe. O ile w szkole czuł się względnie bezpiecznie, bo wokół niego zawsze było pełno ludzi i mógł liczyć, że przynajmniej jedna osoba z tłumu zareaguje, jeżeli zadzieje mu się jakaś krzywda, o tyle prywatne spotkanie w domu Nightmare’a miało się odbyć sam na sam z nauczycielem, który, bądź co bądź, potrafił go przerazić.
Miał wrażenie, że serce wyskoczy mu z piersi, kiedy usłyszał przekręcany od wewnątrz klucz. Sekundę później drzwi otworzyły się na oścież, a w progu stanął nie kto inny, jak sam matematyk.
– Dzi-dzień dobry… – Uczeń przywitał się grzecznie, zmuszając przy tym do lekkiego uśmiechu.
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko odsunął się nieco, wpuszczając go do środka.
Nikłe nadzieje Plushtrapa, że domowa atmosfera pomoże mu się rozluźnić, prysły zaraz po wejściu do salonu. Wnętrze miało tak surowy charakter, jak jego właściciel i to do tego stopnia, że dzieciak zwyczajnie bał się usiąść na białej, skórzanej kanapie, żeby przypadkiem jej nie zabrudzić.
W pomieszczeniu przeważały zimne barwy, na domiar złego Nightmare był typem, który szafki ze szklanymi drzwiczkami trzymał chyba tylko po to, żeby jakoś zająć ogromną przestrzeń, bo chłopak niczego w nich nie dostrzegł. Żadnej kolekcji szkieł, żadnych poupychanych pierdółek… nawet kurz znudził się panującą na półkach pustką i omijał je szerokim łukiem.
Przez głowę Plusha przemknęła myśl, że może zamiast do czyjegoś mieszkania, trafił do meblowego, bo tylko tym określeniem potrafił opisać to miejsce. Było zbyt perfekcyjnie. A sądził, że jego brat to pedant.

piątek, 24 czerwca 2016

Rozdział 9: A gdybym zniknął...?

 W końcu wakacje! Po długiej nieobecności wracam na blog, w końcu mam tyle czasu na pisanie ile dusza zapragnie, więc o ile będzie wena, to będę wstawiać rozdziały regularnie!
U was też taki gorąc? Trzydzieści trzy stopnie w cieniu to chyba lekka przesada, na zakończeniu,  przed rozdaniem świadectw, oczywiście jak zawsze trzymali mnie przez ponad godzinę w ciasnej, dusznej sali, musiałam oddychać potem i oddechami setek ludzi. ;-;
Ostrzegam, że pisałam ten rozdział w długich odstępach czasowych, więc mogą wystąpić jakieś nieścisłości, za które z góry przepraszam.
Druga sprawa, Przepaść ma już łącznie w Wordzie 97 stron, następny rozdział przekroczy setkę, więc może chcielibyście jakiś bonus, albo konkurs z tej okazji?
Życzę miłych wakacji i zapraszam do czytania! :D

***

Codziennością wydawały mi się tak huczne imprezy w mojej zarąbistej willi. Chatę miałem bardziej wypasioną niż najbogatszy pałac świata, co się dziwić, że zawsze kiedy organizowałem balangę, zwalały tu takie tłumy?
Odetchnąłem głośno, z szerokim uśmiechem na ustach obserwując dobytek swojego życia. Tuż przed willą rozciągał się ogromny basen, obok niego stała fontanna czekolady, poza tym cały parking moich własnych, nowiutkich aut, a to wszystko zwieńczone ogromnym, pięknym ogrodem. Do tego sławne osobistości, które podziwiałem, jak również moi przyjaciele, byli tutaj i bawili się świetnie. No żyć nie umierać.
Freddy, jedną ręką obejmując Foxy’ego, a w drugiej trzymając lampkę bardzo drogiego szampana, zbliżył się do mnie. Od kiedy on chodzi w hawajskich koszulach?
– Yo, Bonniesław! – przywitał się, unosząc naczynie z trunkiem. – Słuchaj, ten twój prywatny burdel to kompletny odjazd! Ale nigdzie nie mogliśmy znaleźć z rudym jakichś futerkowych kajdanek w cętki, mógłbyś to załatwić? – Spojrzał na mnie jak zbite szczenię.
– Pewnie, dla kumpla wszystko! Zaraz je dostaniecie! – zapewniłem, nie mając zamiaru psuć im imprezy brakiem pieprzonych kajdanek. Takie seks-zabaweczki to przecież podstawa, plamą na honorze wydawał mi się sam fakt, że musieli przyjść i o nie prosić!
– Dzięki Bonnie, na ciebie to jednak można liczyć! – Fazbear uśmiechnął się i odszedł, zostawiając ze mną pirata.
Zauważyłem, że mimo luźnego ubioru, rudy wciąż miał założony na dłoni swój hak. Widać podchwycił moje spojrzenie, bo uniósł go na wysokość oczu.
– Aligator w twoim basenie odgryzł mi rękę. – Jakby chcąc potwierdzić swoje słowa, zdjął piracki atrybut. Pod nim faktycznie nie miał dłoni. Wzdrygnąłem się lekko na ten widok, ale zanim zacząłem przepraszać za niesubordynację swojego zwierzaka, rudy znów się odezwał. – Spoko, jest w porządku, mogę zamiast haka przyczepić sobie wibrator, Freddy to kocha! Nie mam pretensji! – Poklepał mnie po ramieniu, śmiejąc się głośno.
– To dobrze, stary. – Odetchnąłem z ulgą.
– Ej, widzisz tego palanta? – Wskazał palcem jakiegoś przystojnego, umięśnionego Latynosa, który aktualnie tańczył na dachu jednego z moich zajebistych wozów. – Mówił, że się w tobie kocha i zapraszał cię na seks! – Foxy spojrzał na mnie i poruszył wymownie brwiami.
– Eee… to miło. Wiesz co, jakiś się zmęczony nagle zrobiłem, ta impreza trwa już ponad tydzień, chyba pójdę się przespać – wykręciłem się i dyskretnie wycofałem do wnętrza mojej chaty.
Rudy jęknął z zawodem, drąc się, że zabawa nigdy się nie kończy, sen jest dla słabych, a on pragnie dosiąść strusia, ja byłem już jednak daleko i nie zwracałem na niego uwagi. Przechadzałem się wolno długimi korytarzami. Całe wnętrze było utrzymane w klimatach pizzerii Freddy’ego, takie same kafelki na ścianach, rysunki dzieciaków, lampy pod sufitem… no kropka w kropkę jak tamten lokal!
Po krótkiej wędrówce dotarłem do znajomych mi drzwi. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka.
Pomieszczenie nie było tak wypasione, jak mogłoby się wydawać. Przypominało sypialnię w wynajmowanym przeze mnie i Springa mieszkanku, tyle że w tej wersji była ona nieco większa, a zamiast dwóch łóżek pod ścianami, po środku stało jedno, dwuosobowe.
Skoro już o blondynie mowa, też tutaj był. Jak zwykle leżał i czytał; nawet nie podniósł na mnie wzroku, ale zdawał się być świadomy mojej obecności. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy usiadłem obok niego.
– No wreszcie. Ile można na ciebie czekać, idioto? Czytam tę książkę już czwarty raz, a ty dopiero raczyłeś się zjawić! – Zamknął lekturę i spojrzał na mnie z wyrzutem, marszcząc przy tym brwi.
– Sorry, Złotko, byłem zajęty. Sam rozumiesz, trudno ogarnąć tak wielki tłum! – przeprosiłem najsłodszym tonem, na jaki było mnie stać. Wszedłem na pościel i próbując go udobruchać zacząłem obcałowywać jego odsłoniętą szyję. – Nie gniewaj się.
– Ech… nic tylko imprezy, a o mnie to już całkiem zapomniałeś – zamarudził, pozwalając mi jednak na te pieszczoty.
– No wiesz co, jak możesz tak mówić? W życiu bym nie zapomniał! Po prostu byłem zajęty! – Zsunąłem dłoń na jego udo i wolno przeniosłem ją na krocze.
– Wolałbym, żebyś zajmował się mną, a nie zabawą, wiesz, Bonnie?... Bonnie?... Bonnie!

środa, 8 czerwca 2016

Info

Krótkie info, jest okres przed wystawianiem ocen, mam mały kłopot z wyjściem cało z matmy i dużo roboty przez to. x'D
Posty na razie się nie pojawią, wstępnie mam w planach by możliwie jak najwięcej napisać aż do wakacji i potem przez te dwa miesiące wolnego wstawiać rozdziały W MIARĘ regularnie. Mam nadzieję, że ten plan się uda, jeżeli nie zatrzyma mnie poprawka, to prawdopodobnie co tydzień powinno się coś pojawić.
Druga sprawa... skoro aż do wakacji nic się nie pojawi, to zamiast posta podrzucam wam mały art Bonnie x Spring (oczywiście zludziałe wersje z moich opek), żebyście zobaczyli jak ja ich widzę. xD To tak w ramach tego, że nie pojawiło się nic przez tyle czasu. (Moje 'umiejętności' nie powalają, więc proszę o wyrozumiałość xux).