Witam wszystkich! W końcu, po... chyba czterech miesiącach przerwy, wracam na bloga. xux Taaa, nieco mi tu kurzem wszystko obrosło, ale wypadki losowe uniemożliwiały mi publikowanie. QWQ Był brak kompa, zagrożenia w szkółce, a teraz jeszcze choroba. xux
Niemniej dziękuję, że mimo mojej nieobecności tyle osób tu zaglądało i komentowało, to mnie serio motywowało i dodawało sił w gorszych okresach! :)
Nie przedłużając, ten oneshot (który miał być wstawiony równy miesiąc temu z okazji urodzin Altaïra) jest dzieckiem mocnych środków przeciwbólowych i koszmarów, nie wyszedł perfekcyjnie, szczerze mówiąc to się go teraz trochę wstydzę, ale... no chciałabym go wam dać, może się komuś spodoba. xD
Zapraszam do czytania i jeszcze raz dziękuję za całą aktywność i komentarze! :) *Idzie gorączkować i smarkać gdzieś w kącie.*
P.S.: Tama... nie czytaj tego, błagam. Q_Q
***
Młody zabójca stał przy niskim, drewnianym ogrodzeniu i
opierając się o nie łokciami, z zapartym tchem oglądał ćwiczebny pojedynek
Altaïra i Abbasa.
Mężczyźni z niebywałą gracją, siłą i wprawą wyprowadzali
kolejne ciosy, pozwalając by ostrza ich mieczy zderzały się ze sobą w
chaotycznym tańcu przy akompaniamencie metalicznego szczęku.
Z każdą chwilą obaj walczyli coraz zajadlej, aż do tego
stopnia, że wzbierająca w nich irytacja i śmiałość doprowadziły do rozegrania
się pojedynku, jakiego na niewielkiej arenie jeszcze nie widziano.
Młodziki i starsi stażem, kapitanowie i podrostki, wszyscy
zgodnie zebrali się wokół drewnianego płotka i z nieskrywanym podziwem
obserwowali zmagania walczących.
– Widzę, że dużo trenowałeś, Abbasie – odezwał się
Ibn-La’Ahad, gdy jego miecz uderzył o broń przeciwnika, zmuszając go do
utrzymania pozycji i siłowania się z napierającym nań ostrzem.
– Ty za to widocznie się rozleniwiłeś, Altaïrze.
Czyżbyś zapomniał o ćwiczeniach gdy byłeś w Jerozolimie? A może KTOŚ sprawił,
że wyleciały ci one z głowy, hmm? – Na usta Abbasa wpełzł lisi uśmieszek, który
pogłębił się gdy tylko mężczyzna dostrzegł chwilowe wahanie na twarzy swojego
rywala.
Trafił w czuły punkt, doskonale to wiedział. Wykorzystując
moment braku skupienia asasyna, spiął mięśnie i potężnym pchnięciem odrzucił go
od siebie.
Altaïr zachwiał się, robiąc kilka kroków w tył i mało
brakowało, a kompletnie straciłby równowagę i runął na ziemię, automatycznie
skazując się na porażkę. Udało mu się jednak ustać na nogach i sparować
kolejny, mocny atak drugiego zabójcy.
Skąd w nim tyle agresji? To miała być jedynie przyjacielska
potyczka, przecież ciągle takie odbywali!
Abbas nie miał zamiaru dać za wygraną i dążył do zwycięstwa
za wszelką cenę, ignorując fakt, że takim sposobem mógł zrobić Altaïrowi
poważną krzywdę, gdyby ten nie zdołał odpowiedzieć na któryś z jego ataków.