czwartek, 4 marca 2021

Durarara!! oneshot - Sidła

         No więc... ostatnio znalazłem folder, gdzie trzymałem wszystkie rzeczy na bloga w czasach jak go jeszcze regularnie prowadziłem. I znalazłem tam o dziwo kilka skończonych oneshotów, między innymi ten, jeszcze jakiś z Harry'ego Pottera, bodajże z Detroit i... no to tutaj to było pisane parę lat temu, pewnie w okresie jak byłem ABSOLUTNIE ZAJARANY Shizayą (ta faza mi wraca co kilka lat) i postanowiłem, że ja wrzucę. Bo czemu ma siedzieć w szufladzie, ani to nie długie, ani nie odkrywcze, ale fajnie będzie trochę to miejsce rozruszać. Nie straciłem więc czasu na bazgranie tego shota, cały czas skrobię Przepaść!

No, nie przedłużam, miłego! >w<

środa, 23 grudnia 2020

Rozdział 14: Kłamstwo

No, to wpada ten czternasty rozdziałek, mam nadzieję, że będzie się fajnie czytać! Piętnasty nadal jest w produkcji, nie wiem, kiedy go skończę, nic nie obiecuję, bo jak wspominałem przy ostatnim poście - wypadłem nieco z tych fanfików, także no, różnie to z weną bywa, tak samo jak czasem. Może któregoś wieczoru znowu mi coś odwali i dwa czapterki na raz strzelę, kto wie?
Miłego i wesołych świąt życzę!

***

sobota, 12 grudnia 2020

Rozdział 13: Koniec i początek

Uh oh, trochę minęło! Na wstępie chcę bardzo podziękować wszystkim, którzy na tę „Przepaść” czekali, pojawiało się w czasie mojej nieobecności sporo komentarzy (zarówno tutaj jak i na Wattpadzie), gdyby nie one, to pewnie nie zmotywowałbym się do powrotu!

Szczerze? Zacząłem pisać nowy rozdział tego opka już ponad pół roku temu… i napisałem go tak do połowy, po czym wena mi umarła. Wróciłem do sprawy bodajże kilka dni temu i od razu natrzaskałem zarówno rozdział 13, jak i 14 (mam zatem jeden w zapasie). Nie wiem, co po tych dwóch rozdziałach, 15 rozdział napocząłem, ale kij wie, kiedy mnie znowu tak najdzie, no nie będę ukrywać, że w ostatnich latach fanfików nie pisuję i zwyczajnie ciężko mi wrócić do tego, co było kiedyś. ALE! Postaram się ogarnąć i chociaż tę „Przepaść” napisać do końca, póki będzie na nią czekać przynajmniej jedna osoba, to tak na dobre jej nie porzucę!

Pewnie widać, że mój styl się zmienił, sporo rzeczy się zmieniło, trudno przez te dwa-trzy lata nie ewoluować, co nie? Mam nadzieję, że to nie będzie razić, a raczej da jakieś… poczucie nowej ery? Idk, łapajcie to gówno, aktualnie piszę bez długoterminowego planu, bo pogubiłem wszystkie notatki, zobaczymy co z tego wyjdzie~


***

niedziela, 23 czerwca 2019

BLOG ZAWIESZONY

Już dłuższy czas (będzie z rok!) blog praktycznie nie funkcjonuje. Jestem mocno wdzięczny za pojawiające się regularnie komentarze i posty na shoutboxie, ale... no mimo chęci i prób pisania, jakoś mi to już nie wychodzi. Naprawdę długo z tym zwlekałem, ale w końcu przyszedł czas na oficjalne zawieszenie tego bloga, nie ma co karmić ludzi nadzieją, że w najbliższej przyszłości coś się pojawi, bo kompletnie wypadłem z rytmu w kwestii pisania, zajmuję się teraz bardziej tworzeniem swojego świata i to mnie w większej mierze pochłania. Nie mówię, że blog umarł na zawsze, może kiedyś wróci mi wena, ale z pewnością nie stanie się to za tydzień czy miesiąc, co chyba widać po mojej aktywności tutaj.
Dzięki wszystkim za wsparcie, do zobaczenia!

piątek, 15 czerwca 2018

(Miniaturka AC) Dzień 7 cz.3 - Wracaj

No, tak oto dobrnęliśmy do ostatniej miniaturki. Seria zaczęła się 8 listopada 2015 roku i trwała aż po dziś dzień, czyli niemal trzy lata (niewiele zabrakło), ale to głównie przez to, że nie pisałem tego regularnie i robiłem z blogiem duże przerwy, a nie przez ich przesadną długość, bo w Wordzie zajęły mi ledwie 63 strony i około 31500 słów w zaokrągleniu (i tak za dużo, jak na miniaturki).
To już koniec "Tygodnia" - serii, która w pierwotnym zamyśle miała być ot luźną komedyjką, bez ambicji i głębszej fabuły, a która gdzieś tam po drodze uderzyła kilka razy w poważniejsze przemyślenia. Będzie mi tego fest brakować, fajnie mi się to pisało, mam nadzieję, że wam się równie fajnie czytało i że nie przekazałem tymi miniaturkami niczego szkodliwego/krzywdzącego (nie, homoseksualizm szkodliwy nie jest, bardziej miałem tu na myśli sprawy typu: toksyczna relacja między partnerami, gloryfikowanie gwałtu itp.).
Dziękuję za wytrwanie do samego końca! :)

***

Nasir opuścił biuro jako pierwszy; po złożeniu raportu i okazaniu posklejanego od krwi pióra, Malik zaproponował mu odpoczynek i wyjechanie dopiero nad ranem, dzieciak jednak wolał wyruszyć w podróż już teraz. Niespełna kwadrans później z biura zabrał się też informator, z zamiarem odwiedzenia bogatej dzielnicy i podsłuchania kilku osób, które prawdopodobnie mogły być w posiadaniu ważnych informacji; poza tym miał niepokojąco trafne przeczucie, że gdyby został choć sekundę dłużej, Ibn-La’Ahad poderżnąłby mu gardło (mimo wyjaśnień zarządcy, zdegradowany mistrz jakoś niezbyt chciał wierzyć, że na wpół nagi, rozwalony na poduchach facet, nie robił sobą żadnych aluzji i ABSOLUTNIE NIKOGO NIE UWODZIŁ), także koniec końców zarządca został w biurze sam na sam ze swoim kochankiem.
– Jakoś mi dziwnie z myślą, że po tym wszystkim mamy się tak po prostu rozstać. Może momentami przychodzą tu irytujące osoby i nieco brakuje mi jakichś większych potyczek, ale w gruncie rzeczy całkiem fajnie jest w tym twoim biurze – mruknął asasyn, cierpliwie czekając, aż jego partner uwolni mu rękę.
– Co fakt to fakt, bez ciebie znowu zrobi się tu cholernie cicho – przyznał rafiq, zręcznie wyplątując zdegradowanego mistrza z więzów. – No, gotowe. Muszę przyznać, nie spodziewałem się, że naprawdę wytrzymasz cały tydzień. Więcej, radziłeś sobie doskonale, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wygrałeś ten nasz zakład – oświadczył właściciel biura, robiąc kilka kroków w tył i opierając się plecami o kraniec biurka.

piątek, 8 czerwca 2018

(Miniaturka AC) Dzień 7 cz.2 - Jeden jedyny

Przedostatnia miniaturka, za tydzień kończymy tą serię. QWQ
Miłego czytania życzę!

***

Nadal poddenerwowany Malik czym prędzej zabrał się za zalegające mu na biurku papierzyska, usilnie starając się ignorować ból w dolnej części pleców. Że też się nie pospieszył i nie posegregował ich sobie wcześniej! Musiał się Altaïr napatoczyć, musiał go zbajerować i oczywiście musiał go odciągnąć od pra…! Stop. Nieważne jak Al-Sayf nie próbowałby zrzucać winy na kochanka, tym razem to on sam chciał odpocząć od papierkowej roboty i nieco się zabawić.
A teraz za to płacił. Bolącym tyłkiem, górą nieposortowanych rozkazów i trzema gołębiami na blacie, niosącymi przy nóżkach kilka nowych świstków. Skąd ich dzisiaj aż tyle?
– Pokój i bezpieczeństwo z tob-PRZEKLĘTE PTAKI! – Wchodzący do biura informator o mało nie spadł z krawędzi świetlika, kiedy jakiś zdeterminowany gołąb postanowił wlecieć do środka w tym samym momencie co on i jak na złość wpaść prosto na jego twarz.
Zwierzę się zestresowało, ale ostatecznie wylądowało bezpiecznie na posadzce, podobnie jak mężczyzna, który po wypluciu kilku piór zręcznie wskoczył do biura.
– Pokój i bezpieczeństwo – odparł rutynowo zarządca, całe zajście komentując rozbawionym uśmiechem na ustach.
Informator otrzepał szaty, spojrzał z wrogością na zalegającego tuż obok jego nogi, ptaka, a ostatecznie zdecydował się go delikatnie podnieść i przenieść na Malikowe biurko, by dołączył do reszty posilających się, pierzastych listonoszów.
– Sporo ich – zauważył nowoprzybyły, rzucając krótkie spojrzenie na stadko gołębi, w międzyczasie otwierając swoją torbę i wyjmując z niej całą garść mniej i bardziej zniszczonych papierzysk. – Mam kilka ważnych informacji odnośnie zmian w nocnych patrolach, tu zapiski o tym podejrzanym typku z północnej części centralnej dzielnicy, tutaj zaznaczyłem panu na szkicu miejsca, w których często stawiają straże… – wyliczał, pokazując Al-Sayfowi z osobna każdy arkusz pergaminu. – A tu, – na sam koniec wyjął z torby obwiązany sznurkiem, zapieczętowany rulonik – tu są rozkazy dla mistrza Altaïra od Al Mualima. Mentor chce go jak najszybciej widzieć z powrotem w Masjafie.

piątek, 1 czerwca 2018

(Miniaturka AC) Dzień 7 cz.1 - Kocham

No, ostatnie trzy miniaturki mam już napisane, będę je publikować równo co tydzień. :)
Życzę miłego czytania!

***

– Ałć! Cholera by to…! – zaklął Altaïr, kiedy po raz kolejny jego policzek przyozdobiła cienka, czerwona kreska.
Mężczyzna siedział u Malika od tygodnia, nie dziwnym było, że zdążył przez ten czas lekko zarosnąć i w końcu nadszedł dzień, w którym wziął do ręki brzytwę. Problemem był fakt, że musiał się golić jedną ręką, siedząc przy niskim stoliku w biurze, a to akurat nie było zbyt wygodne.
– Nie żebym się wtrącał, ale może jednak ci z tym pomogę, co? – odezwał się Malik, bez entuzjazmu przeglądając zalegające na biurku papierzyska. Zakład swoją drogą, ale on naprawdę wolał, żeby Altaïr nie wydłubał sobie oka przez swoją upartość.
– A czy ja wyglądam, jakbym sobie nie radził? Podpowiem ci: radzę sobie. Doskonale sobie, cholera, radzę! A tych kilka zacięć to celowo zrobiłem, blizny są męskie… – burknął z poirytowaniem zdegradowany mistrz, opłukując brzytwę w misie z wodą.
– Ciesz się, że Nasir już wyszedł – mruknął Al-Sayf, zgarniając kilka świstków i chowając je pod blat. – Dzieciak najpewniej pomógłby ci siłą i upierdolił pół twarzy, żeby zachować sobie na pamiątkę.
– Taaa... ten młodzik momentami serio mnie niepokoi. I jest upierdliwy.
– Dziwisz się? Pobawiłeś się jego uczuciami, to teraz nie oczekuj, że bez wyjaśnień da ci spokój – uzmysłowił mu rafiq.
– Ale co ja mu mam wyjaśniać? Raczej zdążył przyuważyć, że jestem z tobą. Sam mówiłeś, że przez moje zachowanie chyba WSZYSCY zdążyli już to zauważyć! Poza Al Mualimem.
– Altaïr, cholera jasna! Postaw się na jego miejscu: dzieciak przyszedł do biura, spotkał swojego idola, który jawnie i okazał mu atencję zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem! Może  faktycznie sporo osób już o nas wie, ale plotki plotkami, a fakty są takie, że nie zważając na mnie, zaczynałeś się do niego przystawiać. Młody odebrał to po swojemu i teraz, jako odpowiedzialny dorosły, powinieneś przy najbliższej okazji wszystko mu wyjaśnić – zadecydował zarządca.
– Dobra, dobra, jak wróci, to z nim pogadam i trochę utemperuję, bo może faktycznie sytuacja jest za bardzo… no po prostu ZA BARDZO. – Zdegradowany mistrz wytarł dopiero co ogoloną twarz w jakąś względnie czystą szmatę i na próbę przejechał sobie dłonią po policzku, z zadowoleniem stwierdzając, że w końcu udało mu się uzyskać ten poziom gładkości, na który liczył. Co prawda rany po zacięciach piekły jak jasna cholera, z jednej ciągle wyciekały pojedyncze kropelki krwi, ale nie ma wojny bez ofiar, prawda? – I co myślisz? – zapytał swojego partnera, obracając się do niego przodem.